Wydanie/Ausgabe 130/06.02.2024

Mieszkając przed dziesiątki laty na Śląsku, byłem zdania, że Polacy nie są tak kulturalni i prawdomówni jak o sobie myślą i mówią. Nas Ślązaków traktowali, jako drugą kategorię mieszkańców. Podobnie jak Ukraińców przed drugą wojną światową, kiedy to Polacy na kresach byli PANAMI i na każdym kroku to pokazywali. Przykładowo, kiedy Polak w niedzielę miedzą szedł do kościoła a naprzeciw niego podążał Ukrainiec, często padały z ust Polaka słowa – zejdź z drogi chamie.

Podobnie traktowani byliśmy my Ślązacy i Niemcy. Wyśmiewano nas i robi się to do dziś, bo podobno nie potrafimy mówić czystym literackim językiem polskim. Oczywiście nie umieliśmy, bo 7oo lat żyliśmy w strefie języka niemieckiego. Większość czuła i była Niemcami i Ślązakami, i nie musieliśmy znać polskiego. Tylko Polakom się wydawało i wydaje, że każdy powinien znać ten język.

Byłem w Głubczycach i napotkanego mieszkańca zapytałem po śląsku o ulicę. Odpowiedzią było, „a po polsku nie łaska.” Odpowiedziałem po śląsku, „jest Pan na Śląsku, a po śląsku nie łaska”. Właśnie przechodził jakiś jego znajomy i zaciągając po kresowiacku zapytał o coś, ten mu odpowiedział takim samym slangiem. Popatrzyłem na mojego rozmówcę, „a polskiego pan nie zna?”

Nikt nie śmieje się z górali i osób z kresów, które też nie mówią literackim językiem polskim.

Po wojnie, gdy któraś z gospodyń poszła do sklepu na Śląsku, po chleb i nie znając języka polskiego prosiła o Brot, często w niewybredny sposób podniesionym głosem wytłumaczono jej, „tu jest Polska, tu mówi się po polsku” i z kwitkiem szła do domu. Bez chleba.

W Niemczech mieszka 859 tys. Polaków, sporo z nich ma kłopoty z językiem niemieckim, ale Niemcy nie zmuszają ich, by nauczyli się na gwałt niemieckiego. Kto chce tu żyć i pracować czy móc oglądać TV, porozmawiać z Niemcem, uczy się niemieckiego. Nie jest do tego zmuszany.

W międzyczasie Ślązacy są równi w używaniu języka polskiego i znają w ten sposób trzy języki: niemiecki, śląski i polski, a Polacy znają tylko jeden. Oczywiście część osób zna jakiś drugi czy też trzeci język europejski. Malo tego, Rząd PiSu wzbrania się uznać śląskoł gołddka, jako język regionalny. Kaszubi (550 tyś,) maja swój język regionalny. Czyżby bano się tych 700 tyś Ślązaków.

W dodatku, jako mniejszość, Niemcy i inne mniejszości w Europie, także mieszkający w Polsce, mogą prawnie uczyć się w szkole swego języka ojczystego. Takie przepisy istnieją w Europie, ale poseł Janusz Kowalski i były minister szkolnictwa Czarnek z dnia na dzień zmienili wg. swojego widzimisię naukę z trzech godzin tygodniowo tylko do jednej.

Jednoczenie chcieliby, by Niemcy dały te same możliwości Polskiej „mniejszości”. Zapomnieli tylko o jednym, że Polacy nie mogą mieć mniejszości w Niemczech, bo nigdy, co najmniej częścią Niemiec nie rządzili, tak jak Śląsk, Pomorze czy Mazury przez setki lat należały do niemieckiej strefy językowej. W Niemczech jest Polonia, to znaczy Polacy, którzy przyjechali do Niemiec by móc pracować, ożenić się, chodzić na studia. Założyli tą polską grupę. W Niemczech są szkoły z polskim językiem nauczania.

Przepisy europejskie wyjaśniają, ale Polacy zamierzają wprowadzać własne przepisy, jak za PiS, ciągle nowe paragrafy niezgodne z prawdą tworzyli w kraju.

Rząd i nauczyciele nim doszła wolna Polska tak długo pracowali, by ONI (Ślązacy) już nie znali niemieckiego, czy śląskiego. W szkole nie można było nawet na przerwach gołdać po śląsku a niemiecki był poza myśleniem, bo ten język był przecież wg Polaków wrogi i okropny. Przypominam, że językiem niemieckim mówią Szwajcarzy, Austriacy, Liechtenstein, była NRD, i większa część Luksemburga,

Kultura ma to w sobie, że wszystkich traktuje się równo, nie ma lepszych Polaków i gorszych Ślązaków, Ukraińców i Niemców. Polska jest w tej chwili ze wszystkimi sąsiadami, tak samo jak przed wojną, poróżniona. Unia Europejska, do której Polacy wzdychali, walczyli i szli do urn, była czymś o czym Polacy śnili. Pamiętam jak świętowano w Warszawie, ale nie tylko, kiedy Polska została przyjęta do EU, wszystkie ulice pełne były roześmianych Polaków. Nagle poczuli się Europejczykami

A teraz nagle EU jest okropna, a jej flaga to zwykła szmata i należy ją spalić, co dziesiątki razy robiono. Nawet pani Krystyna Pawłowicz, członek Trybunału Konstytucyjnego, kilka razy powiedziała, że „ta flaga, to szmata”. Czy taka osoba może i powinna być członkiem w Trybunale Konstytucyjnym? Bruksela powinna się jej przyjrzeć i zastanowić.

Gdyby ktoś tak ocenił flagę polską, nie obyłoby się bez sądu. W myśl zasady, tylko Polacy są super, wszystko robią najlepiej. Nawet wtedy, gdy nie są najlepsi.

Polacy zarzucają Szwedom, że nie zapłacili za to, co w czasie Potopu ukradli. Tak się zastanawiam, czy Polska zwróciła to, co ukradła w czasie wojennych działań, kiedy to walczyła w całej Europie.

Wystarczy, że przypomnę tu obraz Matki Boskiej Częstochowskiej ukradziony przez Władysława Opolczyka na Rusi, z Bełżca k. Lwowa.

W trakcie działań wojennych prowadzonych przez ówczesnego władcę Węgier i Polski, króla Ludwika Wielkiego na Rusi, obraz dostał się w okolice Lwowa, w ręce księcia opolskiego Władysława, który zabrał go do Polski.

Kroniki ruskie zaś podają, że obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem dotarł w 1270 roku z Konstantynopola, przez Kijów do Bełżca koło Lwowa. Stamtąd książę Władysław przywłaszczył i zabrał do Polski.

Ks. Jan Twardowski pisał, że Matka Boża Częstochowska, "dlatego jest cudowna, że kiedy patrzymy na nią, przypomina się Polska"??!

Poza tym, mimo że z Watykanem Polacy nie wojowali, to Mikołaj Sapieha będąc w Watykanie na mszy papieża Urbana VIII, upodobał sobie obraz wiszący w prywatnej kaplicy papieża. Sapieha postanowił uciec się do czynu niepobożnego, który jednocześnie miał obnażyć wielką miłość do Matki Bożej Gregoriańskiej. Przekupił papieskiego zakrystiana, obiecując mu 500 złotych dukatów w zamian za wizerunek z kaplicy Urbana VIII. Natychmiast po uzyskaniu obrazu, orszak Mikołaja rozpoczął ucieczkę do Kodnia.

Możemy jedynie domyślać się wyrazu twarzy papieża, który nazajutrz rano stanął przed ołtarzem i zobaczył puste miejsce po płótnie. Za Mikołajem wyruszył pościg, który miał zatrzymać zuchwałego pielgrzyma. Dziedzic Kodnia był jednak wytrawnym żołnierzem – pościg udało mu się zgubić. Mikołaj Sapieha dotarł z wizerunkiem do Kodnia 15 września 1631 roku.

Ze względu na fakt, że budowa kościoła była nieukończona, obraz Matki Bożej Gregoriańskiej trafił do kaplicy zamkowej pw. Ducha Świętego (do dzisiaj w prezbiterium można zobaczyć drewnianą zasłonę wizerunku) teraz po wybudowaniu kościoła nazywa się Bazyliką św. Anny.

Sapiehę musiał dosięgnąć w końcu gniew papieża. Urban VIII za świętokradztwo ukarał ekskomuniką. Od tego momentu Sapieha był wyłączony ze wspólnoty Kościoła: nie mógł przyjmować sakramentów, ciążył na nim zakaz wstępowania do jakiejkolwiek świątyni, po śmierci nie mógł być pochowany w ziemi poświęconej. Kara dotknęła również jego rodzinę: jego żona została publicznie ogłoszona wdową, a dzieci sierotami.

Przed wyborami w październiku 2023 r. można było zobaczyć i słyszeć partyjnych PiSowców, jak szanuje się innych Polaków, którzy nie należeli do ich gromady, partii. Nazywano ich drugą kategorią ludzi, jest to nie tylko niekulturalne, ale (przepraszam za użycie ich słownictwa), chamskie.

Wszyscy Polacy mieszkający w Polsce powinni być równymi, a jeżeli to ktoś widzi inaczej (Kaczyński, Czarnek i spółka) to brak mu ogłady, szlifu, kultury. Należy się za nich wstydzić, bo to nie są prawdziwi Polacy, uzurpują się nimi być.

Kaczyński, po przegranej na marszałka sejmu p. Witek, wyjaśnił wszystkim, którzy chcieli to widzieć w TV i słyszeć w radio „przegrała, bo ona jest z innej, lepszej kategorii i materii i ma więcej kultury, co widzimy.”

Cala Polska widziała p. Witek, jako marszałka i słyszała dziwne, często kłamliwe wypowiedzi, przerywanie mówcom sejmowym wyłączając mikrofon. Każdy pamięta reasumpcję, ponieważ w głosowaniu PiS nie wygrało, trzeba go było powtórzyć. Świadczy to niezbyt dobrze o Kaczyńskim, i jego widzeniu Polski i Europy.

Mówiąc do społeczeństwa, trzeba pokazać trochę empatii, wyjaśnić co się zamierzało powiedzieć a nie pleść koszałki dyrdymałki. Większość Polaków słyszała te brednie o Tusku – ryży, Niemiec, zamierza Polskę sprzedać lub oddać Niemcom, ponieważ jego dziadek walczył w Wermachcie. A teraz w związku ze sprawą Kamińskiego i Wąsikiem poszedł dalej, porównał Tuska z Hitlerem i Stalinem

Rodzina Tuska, jako jedna z 900 w Gdańsku, otrzymywała kartki na żywienie, które stwierdzały, że są Polakami. Kiedy Niemcy zaczęli przegrywać w Rosji, brali do Wermachtu każdego, który się do tego nadawał. Więc wzięli dziadka Tuska, jak setki innych.

Trochę historii tej prawdziwej należałoby łyknąć a nie pleść, co w polskiej szkole z historii uczono.

Pradziadek Jarosława, Piotr Kaczyński (1857–?) był oficerem rosyjskiej carskiej armii, zasłużonym w wojnie turecko-rosyjskiej, babcia Jarosława, miała spory majątek pod Odessą. Tusk mu tego nie wytyka, mógłby. Ale jego kultura jest wyższa, lepsza.

Nie ma się co dziwić, że myśli Kaczyńskiego krążą ciągle koło tego, co go w szkołach i na studiach uczono. Jego praca doktorska, w której jest część nazwana „Filozofia Marksistowska”, świadczy o tym, że z myśleniem został ciągle w socjalizmie. Wiadomo, że napisał tę pracę tak jak życzyła sobie ówczesna socjalistyczna władza, inne myślenie było niedozwolone. Gdyby tego nie zrobił, nie doszedłby do tytułu Dr.

Czy nie należałoby mu go odebrać, bo on przecież odbierał emerytury pracującym dla UB, SB Polakom. Wystarczyło popracować tydzień, a odebrano sporą część emerytury. 62 osoby popełniło samobójstwo, bo nie miało, za co żyć.

Znam względnie dobrze historyka wykładającego na jednej z Śląskich uczelni, który ma tytuł dr. habilitowanego i chciałby mieć profesora, który może otrzymać jedynie od Prezydenta. Ale ponieważ w swoich badaniach, napisał kiedyś kilka zdań na temat powojennego obozu w Świętochłowicach, z którymi „prawdziwi” Polacy się nie zgadzają, pewien jestem, że nigdy do czasu zmiany prezydenta tego profesora nie dostanie.

Podobnie zrobiono ze mną. Nie podobało się polskim profesorom, politykom i prasie, że piszę, po odpowiednich badaniach, o powojennych polskich obozach koncentracyjnych. Jednym z nich był ks. prof. Zygmunt Zieliński były Dziekan Wydziału historii KUL-u w Lublinie, mieszkający kiedyś, jak pisał, w okolicach Potulic i „tam nigdy żadnego obozu nie było”. Znam kilka osób, które były tu osadzone. Większość już zmarła. Pisano też w Polskich książkach o tym obozie. Trudno zrozumieć, że profesor nie zna zwykłej historii Polski. Wobec tego, kto ją ma znać? Moim zdaniem, chodzi o to by Polacy nie wiedzieli, co się w Polsce działo i dzieje.

Dodał, że jak Pollok napisze, że w Oświęcimiu też był obóz, to trzeba dla niego kaftan bezpieczeństwa.

Pisemnie powiadomiłem prof. iż w Oświęcimiu były po II wojnie dwa obozy, jeden Radziecki a drugi Polski. Jest tam od kilku lat tablica kamienna w języku polskim, niemieckim i angielskim, która o tym mówi.

Inni mówili i pisali w gazetach o tym, że Pollok pisze o sprawach wymyślonych (mordowanie Białorusinów przez żołnierzy wyklętych w teraźniejszym Podlaskim, mordowaniu Żydów w Jedwabnym i innych miejscach Polski. O Polaku z okolic Łańcuta Włodzimierzu Leś, który wydał dziewięcioosobową rodzinę Ulmów oraz siedmioro ukrywających się u nich Żydów z rodziny Goldmanów, zamordowanych zostało przez Niemców 24 marca 1944 r. 

Włodzimierz Leś pochodził z Białej pod Tyczynem k. Rzeszowa. Jego dziadkowie przybyli na Rzeszowszczyznę z Galicji Wschodniej. Włodzimierz, syn Aleksego urodził się 6 listopada 1892 r. Był wyznania greckokatolickiego, dlatego niektórzy uważali go za Ukraińca. W 1929 r. ożenił się w Łańcucie. Mieszkał na przedmieściach tego miasta, nieopodal żydowskiej rodziny Goldmanów, zwanych Szallami, z którymi utrzymywał bliskie kontakty.

Przed wojną był funkcjonariuszem Policji Państwowej. W czasie okupacji służył jako policjant granatowy, m.in. w Wierzchosławicach a następnie w Łańcucie.

Jak pisze dr Mateusz Szpytma, badacz zbrodni w Markowej, współtwórca Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej i zastępca prezesa IPN, „zachowane dokumenty konspiracyjnej Ludowej Straży Bezpieczeństwa sugerują, iż w obawie utraty żydowskiego majątku Leś zdradził kolegom z niemieckiej żandarmerii kryjówkę Goldmanów”. (Mateusz Szpytma, Sprawiedliwi i ich świat, Kraków 2015).

,, Inny możliwy motyw jego działania mógłby się wiązać z pracą w granatowej policji i chęcią «wykazania się» na podlegającym mu terenie.”

W trakcie uroczystości mszalnej błogosławionej rodziny Ulmów, jeden z uczestników zadzwonił do TVP i powiedział, że Polak ich wydal, zaprzeczano.

Wyrok śmierci na Włodzimierzu Lesiu wydany przez Polskie Państwo Podziemne wykonany został 10 września 1944 r.

Poseł do Rady Wojewódzkiej w Katowicach złożył wniosek do prokuratora w Bielsku Białej, oskarżając mnie, że obrażam Polaków. Wnioskodawca chciał zamknięcia Polloka.

Mało tego, dr habilitowany Józef Brynkus, historyk i nauczyciel akademicki, poseł na Sejm VIII kadencji, złożył interpelację do polskiego sejmu przeciw mojej osobie i prowadzonej przeze mnie gazety internetowej, „Silesia, Schlesien, Śląsk”, w „sprawie skandalicznych antypolskich i poniżających godność narodu polskiego treści publikowanych przez portal „silesia-schlesien-śląsk.com.

Nigdy, nawet przez myśl mi nie przeszło, iż polski Sejm będzie zajmował się moją skromną osobą.

Jakiś inny niedouczony, zmienił moje dane w Wikipedii. Większość osób, uważa Wikipedię za wiarygodną, niektórzy uważają, że można z niej przyjmować dane w pracach naukowych. Gdyby przyjrzano się mojej osobie teraz i przed dwoma laty, miałby okazję czytać o dwóch Pollokach. Po rozmowie z adwokatami doszedłem do wniosku, że oskarżę tego Pana o RODO i kłamstwa ubliżające mojej osobie na kilkanaście tys. Euro. Wystąpiłem do Prokuratury o pozwolenie noszenie broni. Każdorazowo, gdy idę między ludzi, biorę do kieszeni gaz łzawiący z obawy, iż któryś „Polak“ spróbuje mi coś złego zrobić. Dostałem masę pogróżek, i chwilowo nie mam odwagi pojechać do Polski. Pisano o mnie żle w trzech PiSowskich portalach, między innymi w „Niezależna.p!” prowadzony przez PiSowca, za ich pieniądze. Wiadomo jak oni widzą Polskę i o niej piszą.

Ojciec obydwu Kaczyńskich powiedział: „nie dopuście ich do władzy, bo obaj są uparci, mściwi, żądni władzy, zawsze chcieli, by wszystko było tak, jak sobie wymyślą. A skoro tak, to każdy walczył o swoje, zwalczając siebie nawzajem. Moim dzieciom nie wolno dawać władzy. Zniszczą każdego, kto jest od nich lepszy, bo złośliwi. Boże, uchroń Polskę przed moimi synami, narwańcami.” - Tak mówił ojciec o Lechu i Jarosławie Kaczyńskim - wspominała Hanna Stadnik, sanitariuszka "Hanka".

Do kultury należy również dobrze mówić o konkurencie. A widzimy, że tu zupełnie o tym zapomniano. Nie gratulowano Tuskowi zwycięstwa, mało tego, w sejmie jakiś narwany człowiek (przecież trudno byłoby uwierzyć, że ten mężczyzna to poseł a kiedyś nawet premier- J. Kaczyński) z trybuny sejmowej z czerwoną ze złości twarzą twierdził, że Tusk jest szpiegiem niemieckim, poza tym później na jednym ze spotkań PiS w małym  miasteczku porównał go z Hitlerem. Na temat Kaczyńskiego pisze prasa zagraniczna i to często niedobrze. 

Cały świat zna nazwisko Lecha Wałęsy. Wymawiano je w różnych językach. Wałęsa wraz z KOR-em zrobili wszystko by komuna w Polsce upadła. Został prezydentem Rzeczpospolitej Polski, taka była wola narodu. Cały świat leżał u Jego stóp. Otrzymał mnóstwo nagród na całym świecie. Patrz artykuł   Lech Wałęsa - Odznaczenia.

Kaczyński i PiS nie mówili o nim i jego zasługach, tak jak gdyby tego człowieka nie było. Przecież jest Polakiem. W czasie stanu wojennego, kiedy Wałęsa i tysiące innych zostali zamknięci, Jarosław Kaczyński spał w tą niedzielę do 11.00 i dopiero z radia i TV dowiedział się o stanie wojennym. To znaczy, że nic nie robił, co się tamtej władzy nie podobało!

W II i III dekadzie stycznia tego roku odbywały się w Polsce przed dwoma więzieniami, koło Ostrołęki i Radomia demonstracje z flagami państwowymi i odśpiewaniem hymnu. Polski hymn śpiewa się byle gdzie i z byle okazji. W ten sposób umniejsza się jego rangę, wychodzi to jak piosenka rynsztokowa. W tych miejscowościach zamknięto w więzieniu dwóch ministrów PiSu, Wąsik, Kamiński, ponieważ w rozprawie sądowej obydwaj zostali skazani prawomocnym wyrokiem na dwa lata bezwzględnej odsiadki, za malwersacje, ale czołówka PiSu z Kaczyńskim, Morawieckim i innymi ministrami stoją pod więzieniem z kilkuset osobami i życzą sobie wypuszczenia więźniów. A pan Prezydent Duda oświadczył, że ci panowie, „są krystalicznie uczciwi”, a w czasie spotkania prezydentów w Davos powiedział, że to są pierwsi więźniowie polityczni od czasu zmian ustroju w Polsce. Widocznie nikt mu jeszcze nie wyjaśnił, co to jest więzień polityczny. Należy współczuć prezydentowi.

Gdyby jeszcze Z. Ziobro był u steru Ministerstwa Sprawiedliwości, sędzina, która skazała tą dwójkę, już dawno by wyleciała z pracy, bo przecież nie działała według prawa PiSu

Raz jeszcze powtarzam – skazani prawomocnym wyrokiem. Co można myśleć o prezesie partii, pośle, byłego premiera, gdy ten wraz z innymi dąży do prawie siłowymi zmianami wyroku, bo paragrafy są tylko dla osób drugich kategorii, znaczy dla reszty Polaków.