Wydanie/Ausgabe 131/04.04.2024

Kilkanaście lat temu zaopatrzyłam się w spis ulic i placów w naszym województwie. Mam go w domu. Jeśli ktoś nie wgłębiłby się w problem, to łatwo da się zwieść opinii, że na Śląsku nigdy nie było tzw. wyższej kultury, że nigdy tu się nie urodził żaden wybitny człowiek (autorów tych zdań pominę …., jeszcze żyją…). Nazewnictwo ulic i placów jeszcze 20 lat temu honorowało. Proszę sprawdzić, jak to dziś wygląda. Dziwne, że na śląskich wsiach, gdzie żyła ludność autochtoniczna (jest to greckie słowo, znaczy: rodzima) najczęściej pojawiała się w jako patronka ulicy poetka, która śpiewała: „Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”.

Prof. Rostropowicz

 O prawdziwym panteonie Górnoślązaków i wmawianym poczuciu gorszości. Z wielokrotnie nagradzaną za swoją działalność profesor Joanną Rostropowicz, filolożką klasyczną, redaktorką wielotomowej publikacji “Ślązacy od czasów najdawniejszych do współczesności” rozmawia Roman Balczarek.

Sześć wydanych tomów, jeden w druku i kolejny w przygotowaniu, setki wybitnych Ślązaków i ich sylwetki. Liczby imponujące i efekt wieloletniej pracy. A jak to się zaczęło?
Były to lata sześćdziesiąte, ja mając lat niewiele ponad dwadzieścia byłam obecna przy rozmowie, którą prowadził z nami (było nas kilka osób) Kazimierz Malczewski. Był on redaktorem opolskiego “Słowa Śląskiego”, weteranem kampanii plebiscytowej, a zaraz po wojnie zajmował się badaniem narodowości Ślązaków. Swojego czasu decydował, kto może zostać, a kto ma się stąd wynosić [przyp. R.A.B.] Dziś ma w Opolu wielką tablicę pamiątkową, jest tu bardzo celebrowany. Otóż Malczewski powiedział w mojej obecności, że Ślązacy (chodziło o tych z opolskiego) mają tylko około 70% inteligencji w stosunku do innych Europejczyków (biorąc pod uwagę, że ci to przeciętnie mają mieć 100); to zdanie powtórzyła jego córka Lutosława na spotkaniu przy kawie i ciastach z okazji ukończenia kursów językowych w opolskim KMP (kaempik), powołując się przy tym na swojego ojca. Wyraziła wielkie zdumienie, że ja jestem inna (byłam wtedy już doktorem), przyglądała się bacznie mojej twarzy i powiedziała, że ukształtowanie mojej twarzy świadczy o tym, że moja rodzina nie jest ze Śląska, i najprawdopodobniej mam dużo przymieszki obcej (nieśląskiej) krwi. Towarzyszył mi w tej uroczystości mój mąż i całą jej wypowiedź słyszał, a potem ze mną przeżywał ogromnie to niefortunne spotkanie z panią Lutosławą, skądinąd bardzo inteligentną osobą. Mąż wracał do tego wydarzenia bardzo często, opowiadał to z przerażeniem swoim kolegom (kończyliśmy studia we Wrocławiu), ale oni to przyjmowali z niedowierzaniem. Wprawdzie śp. mąż już nie potwierdzi tego wszystkiego, ale niektórzy jeszcze żyją i pamiętają jego wypowiedź. Ale to przecież nie tylko Pan Malczewski i jego córka!

Czyli podobnych sytuacji było więcej?
Ileż to takich sytuacji przeżyłam! Opiszę je w mojej autobiografii, o ile Najwyższy przedłuży mi życie jeszcze o kilka lat. Pamiętam jak już w latach dziewięćdziesiątych, już w nowym ustroju wszakże, w klubie inteligencji katolickiej było spotkanie z niemieckim klubem o podobnym profilu. Służyłam jako tłumaczka, sama wtedy będąc członkiem tego klubu. W czasie rozmowy jedna z pań powiedziała, że przyjechała do Opola w 1945 r. „robić z tych ludzi (sic!) Polaków, przywiozła im kulturę, bo tu nigdy żadnej kultury nie było, sami prości, niewykształceni ludzi, zero wyższej kultury”. Inni potakiwali i też mówili coś podobnego. Zagryzłam zęby, zrobiłam moją robotę, po skończonej imprezie zabrałam torebkę, wyszłam nie mówiąc „do widzenia”.

Powiedzieć, że się mylili, byłoby bardzo wyrozumiałe i eufemistyczne.
Przywróciliśmy pamięć już ponad 500 Ślązakom. W każdym tomie od 80 do 73. Ten obecny ma tylko 73, bo dodanie choćby jednego biogramu sprawiłoby, że tom byłby już za gruby. Nasi autorzy chcą bowiem „swojego” bohatera dokładnie opisać i jak najszerzej przedstawić. Początkowo sądziłam, że w zależności od zasług, przeznaczymy na daną postać albo dwie strony, albo trzy, najwyżej pięć, a czytelnik znajdzie sobie literaturę – tę, którą według nas warto przeczytać. Unikamy „zafałszowanych” wydawnictw, które przedstawiają opcję, no, jak tu powiedzieć, taką, co do której mamy zastrzeżenia. Podkreślam, to co napisałam we wstępie do pierwszego wydania: przede wszystkim interesują nas te postaci, które zostały po 1945 roku tu na naszym terenie przemilczane.

 Roman Balczarek  NTO

27/05/2023 - 07:05