Traktat między Polską a Niemcami o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, którego 35-tą rocznicę podpisania obchodziliśmy 17-tego czerwca, stanowił zwieńczenie triady niezwykłych wydarzeń w historii stosunków polsko – niemieckich. Kilka miesięcy wcześniej, 14-tego listopada 1990 roku, Strony podpisały traktat graniczny, który ostatecznie potwierdził nienaruszalność granicy między Polską a Niemcami na linii Odry i Nysy Łużyckiej. Zanim jednak doszło do zawarcia tych doniosłych traktatów, 17-tego listopada 1989 roku, trzy dni po upadku muru berlińskiego, odbyła się Msza Pojednania w Krzyżowej. To ona zapoczątkowała triadę ważkich wydarzeń w relacjach z Niemcami. Mszę koncelebrował abp Alfons Nossol, a udział w niej wzięli, premier Tadeusz Mazowiecki i kanclerz Helmut Kohl
. Tysiące jej uczestników modliło się w językach serca. Po modlitwie Ojcze nasz, w której słowa polskie przeplatały się z niemieckimi, podczas przekazywania sobie znaku pokoju, premier Mazowiecki i Kanclerz Kohl objęli się i na naszych oczach, trwali w serdecznym uścisku. Ów gest został wtedy uznany za symboliczny początek nowych jakościowo stosunków między Polską a Niemcami.
Trudne początki
My, uczestnicy tej mszy zrozumieliśmy, że jesteśmy istotnym elementem rozpoczętego wówczas procesu pojednania i że musimy w nim wziąć udział. Zgadzaliśmy się z hasłem na transparencie, który przywiózł Richard Urban – „Helmut, Du bist auch unser Kanzler”, ale wiedzieliśmy, że pomóc sprawie, to już musimy sami. Przypomnijmy więc sobie trudne początki. Nie czekając na niczyją pomoc, w oparciu o Prawo o stowarzyszeniach, pod przywództwem Johanna Krolla, przystąpiliśmy do utworzenia organizacji mniejszości niemieckiej. Stowarzyszenie pod nazwą Towarzystwo Społeczno – Kulturalne Mniejszości Niemieckiej zostało zarejestrowane 16-tego lutego 1990 roku. Był to czas, kiedy PRL wyczerpała swoje możliwości polityczne, społeczne i gospodarcze, doprowadzając kraj do bankructwa. Jedyną „zasługą” polskich komunistów było stworzenie najbardziej jednolitego narodowościowo i etnicznie kraju w Europie. W miejsce PRL powstała III Rzeczpospolita. W pierwszych demokratycznych wyborach, które odbyły się jesienią 1991 roku, udało się nam z listy Mniejszość Niemiecka, wprowadzić do parlamentu siedmiu posłów i jednego senatora. Ten sukces nie miał nic wspólnego z podpisanym wcześniej Traktatem, był zasługą działaczy MN i rodzimej społeczności. W tym okresie kierowanie Stowarzyszeniem, po ojcu Johannie, powierzono jego synowi, posłowi Henrykowi Krollowi. Pod jego przewodnictwem, Stowarzyszenie osiągnęło najwięcej sukcesów w swojej historii. Wiele czasu byliśmy zmuszeni poświęcić staraniom o uznanie naszej tożsamości, gdyż wbrew pozorom nie była ona oczywistością. Postanowiliśmy budzące kontrowersje wśród naszego pokolenia, określenie Mniejszość Niemiecka w nazwie Stowarzyszenia, zastąpić słowem – Niemcy. „Walka” z polskim państwem o uznanie naszej naturalnej tożsamości trwała cztery lata. Naszymi adwersarzami byli, ówczesny Wojewoda Opolski - Ryszard Zembaczyński oraz byli Ministrowie Sprawiedliwości: Włodzimierz Cimoszewicz i Jerzy Jaskiernia. W sprawę zaangażowane były sądy: Sąd Wojewódzki w Opolu, Sąd Apelacyjny we Wrocławiu oraz Sąd Najwyższy. Z polskich polityków pomocą służył nam jedynie, poseł Jacek Kuroń.
Jałowy Traktat
Podobne kłopoty mieli założyciele Niemieckiego Towarzystwa Oświatowego. Rejestracja Stowarzyszenia trwała 14 miesięcy. Do sprawy musiał się zaangażować Rzecznik Praw Obywatelskich i Sąd Apelacyjny. A miało to miejsce już po podpisaniu Traktatu, w którym Strony w art. 20 i 21 gwarantowały mniejszości niemieckiej piękne idee i wiele praw. Traktat daje MN prawo do swobodnego wyrażania i rozwijania swej tożsamości etnicznej i kulturalnej. W praktyce do dziś nie ma szkół z niemieckim językiem wykładowym. W okresie rządów PiS, ograniczono MN naukę języka ojczystego, do jednej godziny tygodniowo, czyli praktycznie został on wyeleminowany z systemu oświaty. Nikomu, ze Śląskimi Samorządowcami włącznie, nie zależy aby nasze dzieje ( poza Bitwą pod Grunwaldem) były przedstawiane młodym pokoleniom w nauce historii. W kwestii praw MN, Traktat jałowieje. Nie powstrzymają tego odświętne gesty i przemówienia. Nie da się go wypełnić życiem z okazji okrągłych rocznic. Na przeszkodzie stoi historyczne tło, postrzegane przez wiecznie żywą Rotę. Jej głównym przesłaniem jest kategoryczny sprzeciw wobec germanizacji oraz uroczysta przysięga walki o zachowanie polskiej tożsamości i godności. Duch Roty nie pozwala na bratanie się z Niemcami. Traktat miał być zaprzeczeniem i odwróceniem przesłania Roty. Niestety polscy politycy nie mają w tym żadnego interesu. Widzą, że w kraju nadal jest bardzo duża grupa Polaków niechętna Niemcom, a im dalej na wschód, tym postrzeganie Niemców jest gorsze. Polscy, prawicowi politycy wykorzystują to i za wszystkie kłopoty winią UE i Niemców. Nie służy to rozwojowi dobrosąsiedzkich stosunków. Niemcy z kolei, nie wykazują większego zainteresowania Polską, zaś MN od pewnego czasu narzeka, że jest niewidoczna w społeczeństwie większościowym. Nie zauważa, że na własne życzenie.
Potrzeba czasu
Chociaż Traktat nie przyniósł pożądanych rezultatów w kwestii MN, to nie powinien być przedmiotem powszechnej krytyki, bo wiele zawartych w nim dobrych i odważnych w tamtych czasach idei, zostało zrealizowanych. Niemcy gwarantowały Polsce pomoc w staraniach o członkostwo w NATO i UE i skutecznie się z tego wywiązały. Efektów wejścia Polski do Wspólnoty Europejskiej nie trzeba wymieniać, widać je gołym okiem, szczególnie we wszelkiego rodzaju infrastrukturze. Mimo, że Niemcy są nadal najmocniejszą gospodarką w Europie, to za sprawą radzących sobie z wyzwaniami i nie bojących się podejmowania ryzyka polskich przedsiębiorców, dynamika wzrostu w Polsce jest wyższa. Systematycznie rośnie wymiana handlowa z Niemcami. Dobrze jest postrzegana współpraca między polskimi i niemieckimi samorządami, prowadzona przez liczne partnerstwa miast i gmin. Powstało wiele instytucji i fundacji, pracujących na rzecz lepszych relacji oraz wspomagania i rozwoju wspólnych inicjatyw. Jednak mimo upływu ponad 80 lat od zakończenia wojny i obopólnych korzyści płynących z Traktatu, nie udało się jeszcze zmienić antyniemieckiego nastawienia części polskiego społeczeństwa. To tłumaczy zachowania rodzimych narodowców w przeddzień obchodów rocznicowych. Bąkiewicz, który dotychczas „bronił” polsko – niemieckiej granicy, postanowił pójść dalej i ze swoimi fanatykami szturmem zdobyć Berlin. Niosąc ogromny krzyż oraz transparenty, z Rotą na ustach, ruszyli procesją spod Reichstagu w stronę pomnika polskich ofiar wojny. Bąkiewicz zapomniał, że krzyż jest symbolem wiary, miłości i nadziei na zjednoczenie ludzi między sobą. Tę prowokacyjną manifestację, po bezskutecznym pouczeniu, w sposób zdecydowany, przerwała niemiecka Policja. Zdaniem prezesa Kaczyńskiego, był to ze strony niemieckiej „nóż w plecy”. W następnym dniu, podczas oficjalnych obchodów rocznicy, podpisano nową umowę obronną, którą Kancelaria Prezydenta uznała za niesymetryczną i niekorzystną dla Polski. Nic nie wskazuje na rychłą zmianę tego stanu rzeczy. Potrzebny jest czas liczony w pokoleniach, aby przesłanie Roty przestało być częścią tożsamości wielu Polaków.-
Gerhard Bartodziej Bernhard Soika



































