Najistotniejszym problemem historycznego wydarzenia, jakim było przesunięcie granic Polski nad Odrę i Nysę i towarzyszące temu wysiedlenia ludności niemieckiej, jest ludzka krzywda.. apewne nie wszystkich wysiedlonych można zaliczyć do skrzywdzonych bez winy. Wielu z nich popierało czynnie zbrodniczy reżim, a byli i tacy, którzy mieli swój udział w tych zbrodniach. Z trudem jednak przebija się do świadomości Polaków fakt, że ogromna część tej ludności padła ofiarą wydarzeń, mimo że wina ich była żadna lub znikoma.
Te krzywdy ludzkie, powiedzmy otwarcie, są dziś niemożliwe do naprawienia. Należy się jednak pokrzywdzonym powtarzanie po wielokroć słów skierowanych przez biskupów polskich do niemieckich przed ćwierćwieczem: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”; należy się satysfakcja moralna.
My, Polacy, wciąż niedostatecznie to przemyśleliśmy i przeżyliśmy, mimo że głosimy naszą przynależność do kultury zbudowanej na fundamentach etyki chrześcijańskiej. Utrata przez człowieka jego rodzinnego domu, wsi, miasta, krajobrazu, które były jego bliższą ojczyzną - jest wielkim nieszczęściem.
Jest to problem moralnie najważniejszy - ale nie jedyny.
Obejmując Pomorze Zachodnie, Gdańsk, Warmię i Mazury, Ziemię Lubuską, Dolny Śląsk i Opolszczyznę - staliśmy się depozytariuszami ogromnego dorobku materialnej kultury niemieckiej na tych ziemiach: kościołów, zamków, pałaców, ratuszów, słynnych kamienic mieszczańskich.
Gdy przejmuje się zabytki kultury - można mówić tylko o depozycie. To, co należy do kultury jakiegoś narodu, pozostaje na zawsze jej dorobkiem i chlubą. Depozytariusz zaś bierze na siebie zarazem obowiązki. Po tym, czy je wypełnia, ocenia się jego kulturę; rozliczać go z tego ma prawo Europa, gdyż i to, co stworzyli Niemcy, i to, co stworzyli Polacy - należy do wspólnej kultury europejskiej.
Pierwszy z tych obowiązków - to nie pozwolić, by zabytki uległy zniszczeniu bądź materialnej degradacji. Nie jest dobrym świadectwem polskiego patriotyzmu, jeśli pozwala się im niszczeć, lekceważy się ich wartość, bo to „nie nasze”, jeśli zaciera się ich niemieckość. Przeciwnie, winna ona być w pełni szanowana.
W przeszłości nie zawsze umieliśmy i chcieliśmy chronić zabytki, również kultury polskiej. Bywało w tym dużo niedbałości, prymitywizmu kulturalnego, głupoty, a nawet złej woli. Ale depozyt kultury obcej jest nie mniejszym, a raczej większym zobowiązaniem.
Gdy więc powstała sytuacja, że nie jesteśmy w stanie temu zobowiązaniu sprostać - Polska jest dziś krajem bardzo ubogim - winniśmy zwrócić się w tej sprawie o pomoc do szczególnie zainteresowanych, a nieporównanie od nas zamożniejszych, do Niemców.
Może się komuś nie spodobać, że oto tą drogą Niemcy postawiliby nogę na ziemiach, które jeszcze nie tak dawno należały do nich, a dziś stanowią integralną część Rzeczypospolitej Polskiej. Ale Niemcy tam są przez zabytki swej kultury. Ich wspólne ratowanie i ochrona może nas zbliżyć.
Oczywiście, kto płaci - zdobywa na ogół pewne uprawnienia, na przykład do kontroli użycia pieniędzy przeznaczonych na cele wspólnie uzgodnione, do stawiania warunku (słusznego zresztą), by na tablicach informacyjnych, folderach itp. było wyraźnie powiedziane, że dany obiekt jest związany
z kulturą niemiecką, i by było to powiedziane co najmniej w obydwu językach.
Muszę się przyznać, że w drugiej, ukrytej warstwie tej propozycji kryje się jeszcze cel inny. Gdybyśmy stworzyli wspólnie model takiego współdziałania — może posłużyłby on w przyszłości jako wzór do podobnego ułożenia naszych stosunków w tym samym zakresie z Litwinami, Ukraińcami, Białorusinami. I tam również, poza granicami drugiej Rzeczypospolitej, znajduje się ważny dla naszej świadomości narodowej spadek kulturalny.
Przede wszystkim jednak podejmijmy te możliwości, które wydają się realne już od dziś, a będą służyć pojednaniu polsko-niemieckiemu i budowaniu wspólnego europejskiego domu.



































