Wydanie/Außgabe 112/23.08.2021

   

Na temat zachowań Polaków podczas wakacji krąży wiele stereotypów. Niektóre z nich są krzywdzące, ale dużo z pewnością w pewnym stopniu odnosi się do rzeczywistości. Swoje doświadczenia związane z tym tematem opisali nasi czytelnicy.

Wakacje 2021. Czytelniczka zszokowana zachowaniem Polaków za granicą - Duncan Cuthbertson / Shutterstock

  • Jedna z czytelniczek podzieliła się z nami swoimi doświadczeniami z pobytu w Czechach, gdzie gospodarze nie mieli dobrej opinii i polskich turystach
  • Zdarza się, że Polacy, będąc na wakacjach, dostrzegają niestosowne zachowania innych polskich turystów, o których w liście do redakcji pisze kolejna czytelniczka

Pani Maria opisała w liście do redakcji swoje wrażenia z wakacji w Czechach. Jak się okazuje, gospodarze nie mieli wówczas dobrej opinii o polskich turystach.

Większość Polaków, nie tylko za granicą, zachowuje się jak przysłowiowy cham. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego wyjazdu z moim wtedy chłopakiem, a obecnie mężem. Postanowiliśmy zrobić sobie wypad do Czech. Miał być to wypad bardziej rekreacyjny w naszym mniemaniu. Był Czeski Raj, jaskinie itd.

Zarezerwowaliśmy przez Booking pokój w małym pensjonacie prowadzonym przez Holendrów.

Kiedy przyjechaliśmy, zostaliśmy miło, ale sztywno przyjęci. Właścicielka zaprowadziła nas do pokoju, po drodze pokazując nam stolik z masą map i folderów. Zaznaczyła dość stanowczo, a wręcz niemiło, że mapy są tylko do przeglądania i nie wolno ich zabierać. Zrobiło się dziwnie, ale uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam, że mamy swoje i zawsze przed wyjazdem staramy się przygotować. Popatrzyła ze zdziwieniem.

Pokoik cudowny, w retro stylu, dużo gadżetów z Holandii. Nasz pokój to tak naprawdę dwa pokoje łazienka, czajnik lodówka, po prostu super. Byliśmy zachwyceni. Rano na dole w jadalni czekało śniadanie jak w domu, tylko lepiej. Kiedy wróciliśmy pierwszego dnia z wycieczki (jak ja to nazywam) odniosłam wrażenie, że ktoś był w pokoju i nie po to, żeby posprzątać, ewidentnie ktoś przeglądał nasze rzeczy. Mój mąż stwierdził, że może w pośpiechu coś inaczej położyłam. Stwierdziłam, że może ma rację.

Drugiego dnia było tak samo, ale wtedy to nawet on zauważył. Oczywiście nic nie zginęło. Wieczorem tego samego dnia poszliśmy do małej knajpki, w której jadaliśmy kolację. Było przytulnie, smacznie i niedrogo. Usiedliśmy na ogródku, zamówiliśmy jedzenie i napoje. Niespodziewanie przybyli tu również właściciele pensjonatu. Zauważyli nas, rozglądając się za wolnym miejscem. Zdecydowaliśmy ich zaprosić do naszego stolika. Przysiedli się, zamówili. Na początku była zwykła rozmowa, grzecznie. Kiedy kończyły się drinki, mój mąż zaproponował, jak to mówią, postawienie kolejki. Ze zdziwieniem w ich oczach zgodzili się, następnie oni postawili kolejkę. Bez złych skojarzeń - to było tylko wino i piwo.

Atmosfera się rozluźniła i nasi gospodarze byli bardzo nami zainteresowani. Pytali o wszystko. Byli pod ogromnym wrażeniem tego, że na co dzień pracujemy, a w weekendy studiujemy. Oni przecież znają Polaków jeszcze z Holandii - to pijaki i nieroby. A tu, z pensjonatu w Czechach, znają Polaków jako pijaków, złodziei, rozrabiaków, zwłaszcza po alkoholu (zawsze coś musieli zabrać na tzw. pamiątkę - już wiedzieliśmy, dlaczego ktoś przeglądał nasze rzeczy). Było nam wstyd.

Od tamtej kolacji wszystko się zmieniło, siadali z nami przy śniadaniu, zaprosili na grilla, chyba chcieli zatrzeć złe pierwsze wrażenie. Ostatniego wieczoru nawet nie poszliśmy na kolację, rano wczesna pobudka. Trzeba się spakować itd.

Rankiem spakowaliśmy się i po śniadaniu wręczyliśmy butelkę wina w ramach podziękowania za miły pobyt. Byli tak wzruszeni, że coś dostali, stwierdzili, że to nie możliwe, żebyśmy byli Polakami, bo oni się tak nie zachowują. Na koniec, na pamiątkę, oprócz drobnego upominku od gospodyni w postaci magnesiku na lodówkę z wiatrakiem w holenderskim stylu, otrzymaliśmy adres pensjonatu, który prowadzi ich córka w Holandii. Mieliśmy się na nich powołać. Dodatkowo stwierdzili, że musimy wrócić tu jeszcze raz.

Bomba, jaką dostałam wtedy z informacją, jak nas postrzegają za granicą, bardzo mnie przeraziła. Polacy ogarnijcie się.

Pani Maria 

List pani Marii doskonale pokazuje, jak Polacy są odbierani za granicą. Jednak zdarza się, że turyści z Polski obserwują zachowania swoich rodaków właśnie na zagranicznych wakacjach. Swoimi wspomnieniami podzieliła się pani Iwona, która nie najlepiej zapamiętała zwyczaje polskich turystów.

Przykładów na zachowanie krajan mogę podać mnóstwo, ale opiszę tylko te najbardziej szokujące.

Wspomnienia z Rodos. W hotelu dwa baseny - na jednym sześcioosobowa rodzinka -babcia, mama, tata, dwóch dorosłych synów i dziewczyna jednego z nich z Polski. Przy basenie pełno szklanych kieliszków i butelek, mimo że na basen nie wolno wnosić szkła. Wejście do tego basenu było niebezpieczne. Dlaczego? A no dlatego, że chłopcy skakali "na bombę" do wody, rzucali do siebie butelki z piciem, wrzucali się nawzajem do basenu, biegali wokół, krzyczeli, chlapali wodą na leżaki, bo np. dziewczyna właśnie poszła poleżeć (przy okazji ochlapywali wszystkich, którzy akurat przechodzili). Cała reszta gości była na drugim basenie. 

Wycieczka z Polski na Gran Canarię. Przyjechała mama (ok. 60 lat) z dorosłą córką (ok. 35 lat). Po spotkaniu z rezydentem córeczka zrobiła mamie awanturę, że nie wzięła z Polski prawa jazdy i teraz ona musi tyle płacić za wycieczki fakultatywne. Krzyczała na cały basen. Mamie było wstyd i próbowała ją uspokoić, ale ta jeszcze bardziej się nakręcała. Nie wspomnę, że córeczka z mamy zrobiła sobie lokaja - przynieś mi drinka, podaj olejek, popraw leżak. W restauracji nie było słychać nikogo, tylko ją - tak głośno tłumaczyła mamie, co to za potrawy. 

Wakacje na Majorce spędzała para z tatą jednego z nich. Mąż dzień w dzień, "bardzo zmęczony". Od otwarcia baru siedzi i degustuje. Nigdy nie widziałam go na kolacji. Z żoną i tatą ciągnęli go codziennie do pokoju. 

Wrażenia z Krety. Basen zamknięty. Ciemno i nagle na basenie straszny hałas. Jakiś pan stwierdził, że ma ochotę na pływanie. Nie słuchał obsługi, że nie wolno teraz pływać. Stwierdził, że on ma all inclusive i może wszystko (oczywiście do pracowników hotelu mówił po polsku). Jednak to nie koniec. Kopanie w automat do napojów - on chce pepsi w puszce, a automat nie chce mu dać. Nie rozumiał, kiedy tłumaczyli mu, że jak chce, to niech idzie do baru, a w automacie musi zapłacić. Nie - on ma all inclusive i chce to.

Poza tym: ustawianie sobie drinków na zapas, bo zaraz zamkną bar, wynoszenie całych toreb jedzenia do pokoju, zabieranie ,"na pamiątkę" wyposażenia pokoju hotelowego, zbieranie herbatek owocowych całymi garściami z restauracji, branie ogromnych ilości jedzenia, które potem jest wyrzucane do śmieci, bo nie dojadają.

Takich przykładów mogłabym mnożyć, ale prawda jest taka, że teraz na urlopie unikam turystów z Polski. Jak widzę, że hotel ma dużo opinii pisanych przez Polaków, to go omijam. Za to zawsze znajdę jakichś Polaków np. z Kanady i z nimi można fajnie spędzić czas.

Pani Iwona

Każdy jednak ma swój punkt widzenia. Pan Tomasz twierdzi, że zachowanie Polaków wynika z tego, że "po prostu tacy jesteśmy", o czym pisze w liście do redakcji.

Polacy to dość rozrywkowy naród, uwielbiający rozrywkę przez bardzo małe "r". Być może z perspektywy Warszawy, czy innych dużych miast tego nie widać, ale ta sławetna ławeczka z "Rancza" jest w każdym mieście! Dla większości społeczeństwa szczytem rozrywki jest koncert disco-polo (wersja de-lux) lub po prostu taka muzyka z głośnika, do tego piwko i ewentualnie mecz lub telenowela.

Tacy jesteśmy. Głośni, zadufani w sobie, zobojętniali na innych. I to nam się po prostu należy! Bo "naszość" jest ważniejsza!

Pan Tomasz 

Kiedyś pani Krystyna Janda powiedziała w jednym z wywiadów, że dawniej, widząc swojego rodaka za granicą, człowiek się cieszył, zagadywał, poznawał się z nim. Teraz słysząc język polski gdzieś na świecie, przechodzi na drugą stronę ulicy. Po usłyszeniu tych słów stwierdziłem, że całkowicie się z nimi utożsamiam. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego czasem wstydzę się "swoich ludzi", którzy są na obczyźnie?

Aby to zilustrować, podam kilka przykładów sytuacji, które mnie spotkały. Oczywiście są to sceny prawdziwe, jednak absolutnie nie mają na celu uogólniać i nie twierdzę tym samym, że każdy Polak za granicą jest zły. Mam również garść osób, które są fantastycznymi przyjaciółmi, więc jak widać, nie tylko samo zło się czai za rogiem.

Pierwsza sytuacja, która wpłynęła na moje postrzeganie Polaków na obczyźnie, miała miejsce w Irlandii, gdy jako nastolatek pracowałem w restauracji na zmywaku, dorabiając sobie w wakacje. Jakoś w pierwszych dniach przedstawiono mnie kelnerce Anecie. Aneta była z Polski. Ja jako 17-latek, mający otwartą głowę na wszystko i wszystkich, lubiący poznawać nowych ludzi i do nich zagadywać, ucieszyłem się na wieść, że pracuje ze mną ktoś z mojego kraju. Oczywiście wyszedłem do niej, zagadałem, ale niestety natrafiłem na ścianę, ponieważ Aneta nie chciała rozmawiać po polsku. Tak dla zasady, bo nie lubi Polaków i nie będzie mówić w tym języku. Kropka.

À propos pracy. Kiedyś zaczynając nowe zajęcie w koncernie chemicznym, mój przełożony oprowadzał mnie po budynku. Gdzieś po drodze mijaliśmy jakiegoś gościa. W tym momencie mój przewodnik zawołał do niego: "Hej, to jest twój rodak", a mój rodak do niego tak: "No i co z tego?". Od razu poczułem, że nie zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi...

Znałem też gościa, który, jak się później okazało, kradł, ile wlezie. Czy to w sklepach, czy w pracy. Potrafił nawet w publicznych toaletach lać sobie mydło w płynie do butelki po Nestea i brać z niej całe rolki papieru, bo przecież oszczędzał pieniądze na kupno domu.

Takich sytuacji mógłbym wymieniać bez końca. Mimo wszystko muszę przyznać, że żyje mi się u naszego zachodniego sąsiada całkiem dobrze i mam grono fajnych znajomych. Patrząc na moje doświadczenia związane z relacjami z Polakami za granicą, nikogo nie powinno jednak dziwić to, że podchodzę do wielu z nich z dużym dystansem. Myślę też, że wielu z was, ludzi mieszkających lub przebywających na obczyźnie, nieraz miało podobne doświadczenia do moich.

- Nieważne, czy w towarzystwie są dzieci oraz w jakim są wieku. Co chwilę z każdego ręcznika słychać jakąś "k****". Jestem wyrozumiały, ale oni nie mają szacunku ani do siebie, ani do pozostałych wypoczywających - denerwuje się pan Michał. 

Sytuacji nie poprawia także alkohol, który przez wypoczywających spożywany jest w dużych ilościach. Robią to nawet w publicznych miejscach, w których jest to zabronione.

- Zdarzają się pijani plażowicze, którzy nie tylko zwracają na siebie uwagę krzykiem, ale i potrafią się nawet przewrócić na czyiś ręcznik. Dramat - mówi pani Anna.

Z tych wszystkich sytuacji wyłania się obraz polskiego plażowicza, który wykazuje się brakiem empatii, brakiem uważności na innych 

 „Wulgarni bez powodu – tacy są Polacy”, „chamstwo i prostactwo” – takie opinie na temat Polaków przeważają w kwestii zachowań rodaków za granicą. Nie każdy zgadza się z takim zdaniem, bo i nie wszyscy utożsamiają się z tymi, którzy wystawiają nam złe świadectwo. Blisko dwa tysiące Internautów komentowało to, jacy jesteśmy, gdy opuścimy granice naszego państwa  

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
© Silesia - Śląsk - Schlesien 2009-2021