Wydanie/Außgabe 111/03.06.2021

   

Romuald Rajs ps. „Bury” walkę o Polskę rozpoczął we wrześniu 1939 roku. Był wtedy podoficerem 85. Pułku Piechoty. Dwa razy przeżył rozbicie swojego oddziału, a po 17 września kilkuosobowa grupa żołnierzy, którą prowadził na wschód, została zatrzymana i rozbrojona przez Białorusinów.

Po zakończeniu działań wojennych Rajs szybko wszedł do konspiracji na Wileńszczyźnie i od 1943 roku służył w 3. Wileńskiej Brygadzie Armii Krajowej. Dowodził tam kompanią i zyskał renomę sprawnego, bojowego dowódcy. Słynął też z zamiłowania do dyscypliny. Bezlitośnie karał wszelkie wykroczenia swoich podwładnych, a jego rygoryzm ocierał się wręcz o okrucieństwo.

Rajs wyróżnił się w operacji „Ostra Brama”, czyli próbie zdobycia Wilna przez Armię Krajową w lipcu 1944 roku. Otrzymał za to awans na porucznika i Krzyż Virtuti Militari. Po rozwiązaniu 3. Brygady nawiązał kontakt z mjr. Zygmuntem Szendzielarzem „Łupaszką” i wstąpił do odtwarzanej przez niego w Białostockiem 5. Wileńskiej Brygady AK. Gdy we wrześniu 1945 roku również Szendzielarz rozwiązał swoją brygadę, Rajs postanowił kontynuować walkę na własną rękę.

Białorusini, czyli wrogowie

Podporządkował się dowództwu białostockiego okręgu Narodowego Zjednoczenia Wojskowego i rozpoczął działania przeciw nowej władzy. Ze swoją 3. Wileńską Brygadą Narodowego Zjednoczenia Wojskowego atakował posterunki Milicji Obywatelskiej, likwidował członków Polskiej Partii Robotniczej i funkcjonariuszy bezpieki, walczył z grupami operacyjnymi Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Oddział Rajsa działał w terenie, na którym mieszkała ludność polska i białoruska. Białorusini uważani byli przez niego i środowisko NZW za popleczników czerwonej władzy. Polscy bojowcy zarzucali im, że w czasie wojny wspierali partyzantkę sowiecką, a teraz chętnie wstępowali do milicji i partii. Żołnierzy podziemia szczególnie oburzały przypadki, gdy Białorusini wstępowali do NKWD i UB, co utrudniało działania konspiracyjne. We wsiach istniała też uzbrojona samoobrona, która przeciwdziałała rekwizycjom żywności przeprowadzanym przez podziemie.

Kierownictwo Narodowego Zjednoczenia Wojskowego uważało prawosławnych Białorusinów za element niepożądany i represjami chciało skłonić ich do wyjazdu do Związku Sowieckiego. Z tych wszystkich powodów dowódca Okręgu Białystok NZW mjr Jan Szklarek „Kotwicz” wydał Rajsowi rozkaz przeprowadzenia pacyfikacji i dokonania odwetu „na wrogiej ludności”.

Spalić wieś razem z ludźmi

„Bury” przystąpił do akcji 29 stycznia 1946 roku. Tego dnia jego oddział wszedł do wsi Zaleszany, gdzie zażądał jedzenia i siana dla koni. Mieszkańcy jednak niechętnie dawali żywność, doszło też do paru aktów oporu. Wtedy Rajs uznał, że wieś jest wrogo nastawiona i postanowił ją ukarać.

Najpierw mieszkańcom kazano się zebrać w jednym z domów. Potem wywołano dwie osoby – Aleksandra Zielinkę i szesnastoletniego Piotra Demianiuka – i rozstrzelano pod pretekstem przynależności do Polskiej Partii Robotniczej. Gdy Rajsowcy nie znaleźli sołtysa Zaleszan, który również należał do partii, po prostu zastrzelili jego syna.

Po tych egzekucjach do budynku, w którym zebrano mieszkańców wszedł „Bury” i kazał wyjść wszystkim Polakom. Wtedy jego żołnierze zabili gwoździami główne drzwi i podpalili słomiany dach. W krótkiej chwili drewniany dom stanął w płomieniach, a ludzie w środku zaczęli dusić się od dymu. Wydawało się, że chata stanie się grobem dla kilkudziesięciu osób, gdy w pewnym momencie któryś z żołnierzy Rajsa (Wydawnictwo Fronda 2021).

Białorusini rzucili się do wyjścia, ale gdy wydostali się na zewnątrz ogień otworzyli do nich ludzie „Burego”. Relacje ocalałych są tutaj sprzeczne. Jedni twierdzili, że partyzanci strzelali, by zabić. Inni mówili natomiast, że puszczali serie ponad głowami lub pod nogi uciekających. Kolejne grupy żołnierzy podpalały w tym czasie pozostałe domy we wsi. Gdy wybiegali z nich przerażeni mieszkańcy, Rajsowcy strzelali do nich bez litości.

„Według raportu UB zginęło wówczas 14 osób. Obrońcy »Burego« wskazują, że stało się to przez przypadek i wynikało ze złego rozpoznania sytuacji przez partyzantów” – pisze Tadeusz Płużański w książce Mróz, głód i wszy. Życie codzienne Wyklętych. Według innych relacji życie straciło co najmniej 16 osób, w tym dzieci, spłonęło 41 domów.

W Zaleszanach ocalał tylko jeden budynek. Tego samego dnia grupa Rajsa dotarła do wsi Wólka Wyganowska. Podpaliła tam kilka domów i kilkanaście budynków gospodarczych, zabiła dwóch mężczyzn.

Wasza ziemia, tu, ale głębiej

Oddział „Burego” przemieszczał się na około 40 furmankach, należących do miejscowych chłopów, których zmuszono do świadczenia tej posługi. Woźnice chcąc nie chcąc byli świadkami pacyfikacji Zaleszan i Wólki Wyganowskiej.

Gdy partyzanci dotarli do wsi Puchały Stare Rajs postanowił pozbyć się świadków. Powiedział wtedy do wozaków: „Żadna żywa dusza ze wsi nie wyjdzie. A wasza ziemia, Białorusini, tu, ale głębiej”. Przy tym drugim zdaniu wskazał dłonią w dół, na ziemię…

Następnie odbyła się selekcja. Spośród woźniców wydzielono Polaków. Resztę, czyli samych Białorusinów, grupami wywożono do pobliskiego lasu i tam mordowano strzałami w głowę. Najstarszy zabity miał 56 lat, najmłodszy – 17. Kilku próbowało uciekać, ale dosięgły ich serie z broni maszynowej.

Dlaczego Rajs postanowił zabić Bogu ducha winnych furmanów? „Według późniejszych zeznań »Burego« miało to być konsekwencją złego ustosunkowania się do organizacji konspiracyjnej” – pisze Płużański w książce Mróz, głód i wszy. Życie codzienne Wyklętych. Ciała zamordowanych ekshumowano dopiero w 1997 roku.

Strzał w usta

W następnych dniach akcja pacyfikacyjna trwała dalej. Rajs wydzielił ze swojego oddziału trzy plutony, a każdy z nich otrzymał zadanie ukarania jednej białoruskiej wsi. Wyrok zapadł na Zanie, Szpaki i Końcowiznę.

2 lutego 1946 roku pierwszą z tych miejscowości otoczył jeden z plutonów brygady Rajsa. Wtedy któryś ze zdesperowanych mieszkańców otworzył do partyzantów ogień. To rozwścieczyło żołnierzy, którzy wdarli się do Zań i rozpoczęli masakrę. Podpalali domy, stodoły i obory, a do ludzi, usiłujących gasić ogień lub wynosić dobytek, strzelali bez litości.

We wsi dochodziło do dantejskich scen. Ludzie biegali wśród płomieni usiłując się ratować. Partyzanci strzelali do nich z karabinów i pistoletów maszynowych, a rannych dobijali z broni krótkiej. Mordowano mężczyzn, kobiety, a nawet dzieci. Relacje ocalałych są wstrząsające.

Romuald Rajs „Bury” na czele kompanii szturmowej 3 Brygady Wileńskiej AK. Zdjęcie z kwietnia 1944 roku (domena publiczna).

„Nasza siostra Marysia chciała podnosić ojca z ulicy, po strzale. Wtedy jeden z bandytów podbiegł i strzelił jej w usta, z bliska. Siostra, wyjąc z bólu, zdołała przebiec ulicę i upadła przy wierzbie. […] Kolejny bandyta podbiegł i dobił siostrę” – wspominała Eugenia Olszewska. W Zaniach zginęły 24 osoby; część z nich spłonęła żywcem w domach.

Mniej drastyczny przebieg miała pacyfikacja Końcowizny, którą spalono, ale w której nikt nie zginął. Natomiast w Szpakach zabito pięć osób. Tam partyzanci wykonali egzekucje jedynie na osobach, które podejrzewali o współpracę z nową władzą. Puścili też z dymem chałupy Białorusinów (a przy okazji dwa obejścia Polaków).

W domu rodziny Pietruczuków zamknęli w komórce matkę i starszą córkę, a młodszą usiłowali zgwałcić. Gdy się broniła, zamordowali ją. Potem znaleźli inną dziewczynę, którą zgwałcili.

Wroga postawa wobec partyzantki?

Podczas rajdu pacyfikacyjnego w styczniu i lutym 1946 roku oddział „Burego” spalił pięć wsi i zabił od 75 do 80 osób, w ogromnej większości bezbronnych cywilów, w tym kobiety i dzieci. Część z nich zginęła w ogromnych męczarniach, w podpalonych domach. Jak pisze autor książki Mróz, głód i wszy. Życie codzienne Wyklętych:

Działania te miały być spowodowane wrogą postawą wobec partyzantki, która narażała żołnierzy na niebezpieczeństwo. […] Nie jest jednak jasne, czy działanie było podyktowane konkretnymi informacjami na temat działalności mieszkańców tych miejscowości, czy po prostu uznawaniem ich za wrogie podziemiu. Dlatego nie można wykluczyć, że był to też skrajny przejaw antagonizmu narodowościowego i religijnego.

Romuald Rajs na zdjęciu wykonanym po jego aresztowaniu przez bezpiekę (domena publiczna).

Wydarzenia te obciążają zarówno Romualda Rajsa ps. „Bury”, który wydał bezpośredni rozkaz podjęcia działań (chociaż w późniejszym czasie niezgodnie z prawdą obciążał swojego zastępcę Kazimierza Chmielowskiego ps. „Rekin” odpowiedzialnością za całą akcję pacyfikacyjną), jak i Jana Szklarka ps. „Kotwicz”, który zobligował 3. Wileńską Brygadę NZW do spacyfikowania tych terenów.

Jakie były dalsze losy Romualda Rajsa? Po kilku starciach z grupami operacyjnymi wojska i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, w październiku 1946 roku rozwiązał oddział i wyjechał na Ziemie Odzyskane. Bezpieka aresztowała go w listopadzie 1948 roku. W śledztwie „Bury” poszedł na współpracę, złożył zeznania i ujawnił kontakty do swoich ludzi. Mimo to skazano go na karę śmierci. Wyrok został wykonany 30 grudnia 1949 roku.

Bibliografia

  1. J. Kułak, Pacyfikacja wsi białoruskich w styczniu 1946, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej”, 2001, nr 8.
  2. J. Kułak, Rozstrzelany oddział. Monografia 3 Wileńskiej Brygady NZW. Białostocczyzna 1945–1946, Białystok 2007.
  3. S. Płużański, Mróz, głód i wszy. Życie codzienne Wyklętych, Warszawa 2021.
  4. P. Zychowicz, Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych, Poznań 2018.
  5. "Wielka Historai) 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
© Silesia - Śląsk - Schlesien 2009-2021