Wydanie/Außgabe 113/29.11.2021

   

29 czerwca 1914 roku Gawriło Princip, kilkoma strzałami z pistoletu, pozbawił życia austro-węgierskiego następcę tronu arcyksięcia Ferdynanda d. Este oraz jego małżonkę, czeską hrabinę Zofię Chotek. Tak rozpoczął się mało kontrolowany ruch wydarzeń, na który poszczególni politycy mieli już coraz mniejszy wpływ. Bo pozornie tuż po zamachu, wytworzyła się sytuacja korzystna dla cesarza Franciszka Józefa. On sam nigdy nie lubił swojego następcy, który zresztą został nim też w sposób dość przypadkowy. Na tron dualistycznego państwa był przewidziany przecież naturalny syn cesarza arcyksiążę Rudolf. Ale po jego samobójczej śmierci wytworzyła się w bardzo rozbudowanej personalnie rodzinie Habsburgów pustka. Cesarz nie miał w zasadzie wyboru. Musiał mianować następcą właśnie tego nie lubianego przez siebie, arcyksięcia.

Ferdynad w odróżnieniu od Rudolfa, który optował za daleko idącymi swobodami tylko dla Węgrów, którzy faktycznie w swojej części państwa byli czynnikiem decydującym, mimo że paradoksalnie w sensie doktrynalnym i społecznym byli raczej głównym hamulcowym, opowiadał się za daleko idącą federalizacją dualistycznego państwa. Obok austriackich Niemców i węgierskiej szlachty równoważne pozycje mieli uzyskać Polacy, Czesi, Słowacy, a także aczkolwiek sytuacja była tu znacznie bardziej skomplikowana, bałkańskie narody Austro-Węgier.

Franciszek Józef I nie dopuszczał zaś takich koncepcji nawet dla ewentualnych politycznych rozważań. On, który praktycznie pamiętał jeszcze doświadczenia z okresu Wiosny Ludów, uważał że wszelkie ruchy w kierunku rozszerzenia swobód przyniosą tylko rozpad wielkiego ale mocno podzielonego państwa.

 Pierwsza faza wydarzeń toczyła się jeszcze pod pewna kontrolą, bo logicznym było, że Austriacy zaraz wszczęli śledztwo, które bez wielkich problemów wykazało że ślady organizacyjne „Czarnej ręki” czyli organizacji terrorystycznej, która stała za zamachem, prowadzą do Serbii. To państwo przyjęło austriackie, bardzo twarde ultimatum prawie w 90 procentach. Ale Serbia nie mogła zgodzić się na ten fragment, który w zasadzie godził w suwerenność państwa. Austro-Węgry, co było prawie naturalnym wypowiedziały Serbii wojnę. Też naturalnym było to, że Rosja polityczny i moralny protektor Serbii zdecydowanie, wypowiedziała się po jej stronie i też bez zwłoki, weszła do wojny.

 W każdym kraju była partia wojenna. Prawda jest, ze we Francji miała największe wpływy, bo zarówno Poincare jak i jego polityczny wróg Clemecaeu w jednym byli zgodni, odzyskać Alzację i Lotaryngię a przy okazji jeszcze może zaanektować Nadrenię. Wojskowych po obu stronach tu nie można liczyć, bo oni zawsze byli za wojna, aczkolwiek Helmuth von Moltke młodszy, był uważany za gołębia i trochę sztabowego filozofa a jastrzębiem był późniejszy jego następca von Falkenheim. Kolejnym paradoksem było to, że bohater narodowy Paul von Hindenburg był uważany, w opinii wielu, za miernego wojskowego. Był on zresztą wyciągnięty na wojnę już ze stanu spoczynku, a postawiony przy Ludendorffie głównie po to, żeby hamować zbyt ofensywnego i wojowniczego teoretycznie podwładnego. Tak na marginesie gen. Hindenburg junior, był uważany za najbardziej tępego generała Wehrmachtu. Praktycznie nigdy nie dawano mu samodzielnego dowództwa, bo wszystko potrafił zepsuć. Wszystkie dynastie europejskie były z sobą spokrewnione, niektóre nawet bardzo blisko. Wielu monarchów instynktownie obawiało się wojny bo zdawali oni sobie sprawę co ona może dla nich przynieść. W Niemczech za przeciwnika wojny uchodził kronprinz a z kolei do jastrzębi należał prinz Henryk Pruski, młodszy brat cesarza. Ale jako grossadmiral nie wykazał się na Bałtyku niczym wielkim

 

Niemcy próbowali dogadać się z krewnymi w Rosji i nie dopuścić do wejścia Rosji do ewentualnej wojny. Nie pomogło to, bo Rosja była związana traktatami z Serbią, a Niemcy z Austro-Węgrami. Austriacka duma została podeptana i z tego powodu zaczyna się niepotrzebna wojna.

 

Kiedy już doszło do niej, Niemcy zamierzały ponownie (jak w 1880-81 r.) pobić Francję, która już zdążyła się otrząsnąć po klęsce II cesarstwa. A przy okazji zadać też znaczącą klęskę Rosji i przesunąć swe granice daleko na wschód. Czyli anektować Królestwo Polskie i przeważająca część Ukrainy. To wszystko miało zapewnić Niemcom zupełną dominacje na kontynencie europejskim. Nie za bardzo natomiast chciały Niemcy wojny z Wielką Brytanią. Bo tu zwycięstwo nic praktycznie nie dawało. Potężna wybudowana w bardzo szybkim tempie, niemiecka flota wojenna, miała raczej odstraszać Anglię od wojennej awantury, która też nie przynosiła temu krajowi żadnych namacalnych zysków. Ale to były tylko założenia i koncepcje. Historia natomiast uczy że kiedy toczy się wojna, wydarzenia bardzo często przybierają obrót niekoniecznie przez polityków pożądany.

 

Niemcy od strony militarnej dysponowały dobrym i zaskakującym dla przeciwników planem wojny, Sporządzał go będący w 1914 roku już na emeryturze wielki strateg, generał Schlifen. Ten plan zakładał, że Niemcy korzystając z większej szybkości manewrów po krótszych niż przeciwnik liniach komunikacyjnych, znacznie szybciej zgromadzą wszelkie zapasy mobilizacyjne w szczególności ludzi i w bardzo szybkim tempie uderzą na Francję. Z zamiarem jej rozgromienia co miało nastąpić w czasie około trzech tygodni. Tą pewność szybkiego zwycięstwa w krótkim czasie, miał dać Niemcom zaskakujący manewr. Mianowicie prawe północne skrzydło frontu miało być siedmiokrotnie silniejsze od lewego południowego. Kolumny wojsk niemieckich na północy miały szybko maszerować, rozbijając znacznie słabszego na tym odcinku przeciwnika. W tym celu zamierzano bez żadnych wahań naruszyć neutralność Belgii i maszerować również przez jej terytorium

 

Schlifen zakładał, że na południowym odcinku frontu w Alzacji i Lotaryngii, Francuzi mogą się nawet nieco posunąć do przodu. Ale w założenie strategicznym to tylko pogorszyłoby ich sytuację. Bo niemiecki walec zbrojny miał się po prostu przetoczyć przez północna Francję z Paryżem włącznie i wojska francuskie znajdujące się w południowej Francji po kilkunastu dniach po prostu musiałyby już walczyć na odwróconym froncie. Tyle, że zakładano również, że po zdobyciu Paryża, Francja skapituluje i będzie prosiła tylko o jak najłagodniejsze warunki pokoju.

 

W tym czasie Austro-Węgierski sojusznik, miał powstrzymać tą częścią sił która nie walczyła w Serbii, ewentualną ofensywę rosyjską na południu. Tu zakładano nawet możliwość czasowego oddania Rosjanom, sporego terenu. Bo ostateczną linią oporu wojsk cesarsko-królewskich, miała być wielka i nowoczesna jak na owe czasy „twierdza Przemyśl.” Na północnym odcinku frontu wschodniego, Prusy Wschodnie miał ochraniać jeden korpus niemiecki. Zakładano optymistycznie, że Rosjanie nie zdołają zmobilizować się zbyt szybko i po ok. trzech tygodniach znajdą się w obliczu konieczności starcia ze zwycięską tymczasem na froncie zachodnim, wielka armią niemiecką, która po prostu pomaszeruje na wschód, pędząc przed sobą coraz bardziej zdemoralizowanych Rosjan.

 

Plan niemiecki rzeczywiście był prawie genialny. Tyle, że jego realizatorem miał być nie jego twórca, tylko gen. Helmuth von Moltke młodszy. Młodszy dlatego, że Moltke starszy i też Helmuth, zwycięzca na wielu polach bitew min. tryumfator spod Sadowej już nie żył. A młodszy bazował na wielkim nazwisku swego stryja szybko awansując, ale jego zdolności dowódczych i talentów strategicznych i dowódczych po prostu nie miał. Żywił obawy co do słabości południowego skrzydła swoich wojsk w przyszłej bitwie o Francję. Dlatego też zmienił proporcję ustawienia wyjściowego wojsk niemieckich z planowanych siedem, do jeden, na trzy na jeden. Dla ofensywy prowadzonej tylko przez piechotę a przecież taki rodzaj wojsk wtedy dominowały, nawet przy wsparciu dużej ilości artylerii, było to jak się okazało stanowczo za mało.

 

Niemiecki walec ruszył do przodu. Zmiażdżył zgodnie z przewidywaniami próbujące stawiać opór, wojska belgijskie. Ale już na terytorium północnej Francji marsz niemieckich kolumn, został znacznie spowolniony. Duży wpływ na tą nową sytuację, miało sukcesywne przybywanie na front, coraz większej ilości wojsk brytyjskich. Zjednoczone Królestwo, bowiem z chwila kiedy Niemcy dokonały agresji na neutralną Belgię, wypowiedziało Niemcom wojnę. W ten sposób praktycznie cała Ententa znalazła się w stanie wojny z blokiem państw centralnych.

 

Odtąd już wojna zaczynała się toczyć własnym torem. Bo kiedy ofensywę niemiecką zahamowano na kierunku północnym, wtedy ci ostatni próbowali przeprowadzić szybkie uderzenie na środkowym odcinku frontu. Nijako na tradycyjnym kierunku starć niemiecko-francuskich. W ten sposób doszło do długotrwałych walk o francuskie miasto twierdzę - Verdun. Francuzi bronili miasta z wielkim poświeceniem a ponawiane co kilka tygodni niemieckie szturmy nie miały powodzenia. Dużą rolę odgrywał w tym ważnym epizodzie wojny, dowódca obrony generał P. Petin. Dbał on o położenie socjalne podległych sobie żołnierzy, organizował też w sposób bardzo przemyślany samą obronę twierdzy. Francuzi ponieśli na tym odcinku frontu nieco większe straty w ludziach niż strona niemiecka. Ale same rozmiary strat po obu stronach były olbrzymie. Ponieważ prawie wszystkie państwa za wyjątkiem Rosji, która posiadała oczywiste nadwyżki siły żywej, zmobilizowały już w pierwszym etapie wojny prawie wszystko, tych strat nie było czym uzupełnić.

 

Front zachodni sukcesywnie stawał się po każdej stronie, linią transzei i innych polowych umocnień, które stale rozbudowywano. Ataki z jednej i z drugiej strony przy użyciu ogromnego wsparcia artylerii, powtarzały się bardzo często. Ale te ataki nie przynosiły prawie żadnych poza stratami rezultatów.

 

Tymczasem na froncie wschodnim wydarzenia też potoczyły się inaczej niż po każdej stronie zakładano. Rosjanie zmobilizowali się nieco szybciej niż oczekiwał przeciwnik i od razu ruszyli do strategicznej ofensywy. Natomiast wojska austro-węgierskie, okazały się słabym tylko przeciwnikiem i wkrótce Niemcy musieli udzielić swym sojusznikom dużej pomocy.

 

Tu po sukcesach Rosjan, przyszła kolej i to szybko na poważne klęski. Bo w wielkiej bitwie pod Tannenbergiem na polach historycznego Grunwaldu, została praktycznie rozgromiona wielka liczebnie armia rosyjska, która weszła na tereny Prus Wschodnich z zamiarem zajęcia tej prowincji. Tam też pokazały się bardzo wyraźnie, postacie dwóch niemieckich dowódców, którzy przeszli nie tylko do militarnej historii. Byli to, przyszły feldmarszałek a nawet i prezydent Niemiec, Hindenburg i wybitny generał Ludendorff. Również na południu, kiedy wydawało się, że Rosjanie wejdą nawet na Wielką Nizinę Węgierską, bo zdobyli przecież ufortyfikowany Przemyśl, weszli do akcji Niemcy a raczej ich wojska. Odtąd front zaczął systematycznie przemieszczać się na wschód. Ale do wojny tymczasem weszły Włochy i Austriacy musieli siłą rzeczy otworzyć nowy bardzo trudny front alpejski

 

Rok 1916 w toku wielkiej wojny był to okres kiedy losy wyniku tego starcia się ważyły. Kilkakrotnie to jedna to druga strona, usiłowały przejść do strategicznej ofensywy, używając także coraz częściej, nowych typów broni z których czołgi i lotnictwo już w okresie powojennym stały się swego rodzaju dominantami pola walki.

 

Ponieważ jednak znaczącej przewagi militarnej, żadnej stronie nie udało się osiągnąć, wojna stawała się coraz bardziej wojną ekonomiczną .Zwyciężcę wyłaniały stopniowo nie tyle sukcesy na typowym polu walki, ale po prostu stan posiadanych zasobów. Ludzkich a także materiałowych. Flota angielska odcięła państwom centralnym możliwości morskiego handlu, który był niezbędny dla prawidłowego zaopatrywania się w brakujące coraz bardziej surowce i żywność. Klasyczne bitwy morskie w tym największa w historii świata, bitwa pancerników obu stron, nazywana w historii „Bitwą Jutlandzką”, nie zdołały angielsko–francuskiej blokady przełamać. Niemiecki odwet, czyli bezwzględna wojna z aliancką żeglugą handlową, przy pomocy łodzi podwodnych, owszem przyniosła szczególnie Anglikom, ale również od 1917 roku Amerykanom bardzo poważne straty . Ale nie była zdolna zmienić losów wojny.

 

Właśnie wejście do wojny Stanów Zjednoczonych z wielką, ale tylko częściowo wyszkoloną armią, postawiło przysłowiowa kropkę nad wielkim I. Bo teraz wobec przybywania na front, coraz to nowych kontyngentów amerykańskich, stało się jasne, że państwa centralne tej wojny wygrać nie mogą. Stopniowo zaczęło im brakować wszystkiego. Od ludzi poprzez surowce aż na podstawowej żywności kończąc. Już w 1917 roku było widoczne też, po pierwsze chaos, po drugie rozprzężenie a po trzecie postępująca dezorganizacje państw centralnych. Tutaj jako pierwsze ze względów oczywistych uległy destabilizacji Austro-Węgry. Armia tego państwa za wyjątkiem frontu włoskiego, gdzie przez dłuższy czas odnosiła zwycięstwa odnotowywała, klęskę za klęską. Nawet wojna z Serbią, którą traktowano w planach austriackich, jako swego rodzaju wojskowy spacerek okazała się dla cesarsko-królewskich wojsk bardzo ciężka . A front rosyjski wręcz katastrofalny. Dość szybko węgierska szlachta, która na początku wojny odnosiła się do niej praktycznie entuzjastycznie, zmieniła diametralnie zdanie. Bo Węgrzy hołdowali za długo tradycjom, swojej znakomitej zresztą, ale raczej w poprzednich epokach wojennych, kawalerii. W epoce armat i broni maszynowej, kawaleria jako formacja bardzo delikatna w aspekcie ognia przeciwnika, musiała siłą rzeczy przejść do roli broni pomocniczej. Mogła prowadzić działania rozpoznawcze, eskortowe itp. Węgrzy jednak o tym nie chcieli wiedzieć. Po kilku masowych szarżach w dawnym stylu, musieli jednak zdanie zmienić diametralnie. Tyle, że w tych nieprzemyślanych uderzeniach kawalerii poległo wielu węgierskich szlachciców. Bo tylko oni posiadali praktycznie przywilej służby w tej wojskowej ich zdaniem, ale mocno już przebrzmiałej, elicie.

 

Ale wielonarodowa armia austro–węgierska, gdzie w mieszanych narodowościowo pododdziałach ok. 50 procent żołnierzy nie znało języka niemieckiego, który za wyjątkiem oddziałów narodowo węgierskich, był językiem komend, regulaminów i instrukcji. Szybko okazała się nieudanym zlepkiem rożnych kultur, idei i dążeń. Oddziały czeskie już w 1916 roku, często odmawiały wykonywania rozkazów. Później proces ten obejmował także inne formacje.

 

Oczywiście w armii rosyjskiej nie działo się lepiej. Tam do pewnego etapu, takim czynnikiem cementującym była religia, język i wrodzony naturalny patriotyzm. W pewnym stopniu, przynajmniej w początkach wojny, również przywiązanie do batiuszki-cara. Wszystkie te elementy ulegały jednak szybkiej erozji. Agitacja formacji lewicowych nie tylko zresztą bolszewików bo niemały udział mieli także mienszewicy i lewi eserzy, szybko z robotników przemysłowych, przeniosła się również na żołnierzy. Tu nastąpił paradoks. Bo oczywiście lewicowcy co było naturalne, posiadali już od pewnego czasu, wpływy wśród robotników. Nie mogli jednak też z naturalnych powodów przenieść swych wpływów na chłopów. Z chwilą jednak gdy ci chłopi stali się w swej masie żołnierzami, niemal automatycznie formacje lewicowe uzyskały na nich bardzo znaczący wpływ. Po prostu nastąpił w świadomości społecznej tychże ludzi swego rodzaju wielki skok. Dotychczasowe horyzonty swojej wioski uległy totalnemu rozszerzeniu. Brak mundurów, butów a nawet jedzenia oraz brutalne traktowanie żołnierzy przez większość oficerów, dopełniły reszty. Nieudolne dowodzenie i ponoszone przez armie rosyjską, seryjne klęski stały się dla żołnierzy, marynarzy a także dużych grup inteligenckich, egzemplifikacją niedowładu i totalnego bałaganu w państwie rosyjskim. Ponieważ formalnie na czele tego państwa stal słaby zresztą jako polityk i dowódca car, więc nawet trudno się dziwić, że pierwszym etapem rewolucji było obalenie caratu jako systemu politycznego.

 

Później co też jest charakterystyczne dla krótkich okresów przejściowych walki wewnętrzne o hegemonię w państwie zdominowały wszystkie inne procesy. W tych warunkach, najsprytniejsi okazali się bolszewicy z Leninem – Ulianowem na czele, którzy głosili wszem i wobec hasła pacyfistyczne, socjalne itp. To oni w tych warunkach musieli uzyskać siłą rzeczy, największe poparcie bo szeregowy robotnik czy żołnierz oczywiście chciał pokoju i chociażby o przysłowiowe trochę, polepszenia warunków socjalnych. Podpisanie separatystycznego pokoju z Niemcami nie miało dla bolszewików kluczowego znaczenia. Mimo dużych strat terytorialnych, uzyskiwali oni spokój i przede wszystkim czas na ugruntowanie swojej, słabej jeszcze władzy. A zaangażowanie państw zachodnich w wojnę, powodowało, że mimo negatywnej oceny nowego systemu politycznego. Przez pewien czas nikt zewnętrzny w sensie podmiotowym na jego niekorzyść nie interweniował.

 

Dyktatorzy wojenni Niemiec a takimi byli u schyłku wojny Ludendorff i Hindenburg, podejmowali jeszcze szaleńcze próby ofensyw, które miałyby przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Były to jednak próby daremne a armia niemiecka, swego czasu symbol dyscypliny i drylu pruskiego, też się coraz bardziej rewolucjonizowała. A austriacki sojusznik w 1918 roku praktycznie już nie istniał. Pękł nawet front włoski, na którym Austriacy odnosili spore nawet sukcesy. Zmarł wieloletni cesarz, który był swego rodzaju symbolem austro-węgierskiego państwa. Nowy cesarz Karol nie miął ani pozycji ani autorytetu. Cesarz niemiecki Wilhelm II nie miał znaczącego wpływu na działania wojenne. Przez bardzo znaczny odcinek wojny przebywał na zamku w Pszczynie z trochę wymuszoną gościną u swych krewnych, książąt von Pless. Poszczególne narody wewnątrz dualistycznego państwa, praktycznie już pod koniec wojny wyłamywały się z dotychczasowej państwowości i próbowały tworzyć własne państwa. Często zresztą ze znaczną szkodą dla sąsiadów. Dziwne ale największą pazernością terytorialną, wyróżniali się mali przecież liczebnością, Czesi. Chcieli oni opierając się na rzekomych tradycjach Przemyślidów, budować państwo, do którego obok Czech, Moraw i Słowacji, wchodziłby również cały Śląsk z dodatkiem Dolnych Łużyc, Małopolska z Krakowem i Lwowem oraz tereny wysunięte daleko na południe z ludnością węgierską. Ambicje takich polityków jak T. Masarik czy E. Benes sięgały nawet Wiednia. Rzeczywistość dość szybko zweryfikowała te rozdęte ambicje, ale nastąpiła w efekcie krotka epoka lokalnych ale krwawych wojen o przebieg granic w środkowej Europie.

 

Nowo powstałe państwa rodziły się już w konfliktach z sąsiadami. Polska też kształtowała się nie tylko w gabinetach wersalskich, ale na polu walki. Powstania wielkopolskie i śląskie ukształtowały przebieg granicy północno–zachodniej. Niedokończona wojna graniczna z Czechami spowodowała wzajemne tarcia i spory graniczne, które praktycznie trwają po dziś dzień. Całkiem innym obszarem był wschód. Tu wszystko jak twierdził Piłsudski stało otworem. Więc jego koncepcja unii między Polską a Ukrainą była w doktrynie politycznej bardzo zachęcająca. Tyle, że było tu szereg znaków zapytania. Z kwestią podstawową, jakie naprawdę tendencje reprezentuje większość no właśnie Ukraińców czy Noworusinow. W kwestii nie zdołano wyjaśnić też praktycznie do dnia dzisiejszego, i również dlatego, zapewne aktualny konflikt na Ukrainie jest w gruncie rzeczy bardzo daleki od zakończenia a wynik nieznany.

 

Państwa bloku centralnego zostały bardzo okrojone terytorialnie jak Niemcy, czy też praktycznie zredukowane do rangi najmniejszych jak Austria czy Węgry. Ale to musiało wywołać chęć rewanżu na bazie rozgoryczenia i niezadowolenia. Tylko w takich warunkach mogli politycznie urodzić się A Hitler i B .Mussolini.

 

Wraz z pierwszą wojną światową odeszła bezpowrotnie epoka arystokracji i przeważającej części monarchii. Skurczyły się też i to bardzo wpływy kościoła katolickiego. Przestał dla wielu społeczeństw i państw być autorytetem. Dla niektórych jawił się w dwudziestoleciu międzywojennym, jako wróg i ostoja sił reakcji i konserwatyzmu. Zresztą kolejni papieże, którzy za bardzo nie rozumieli procesów przyśpieszenia, umysłowo przebywali dalej w epoce feudalizmu.

 

Zapoczątkował się też i stopniowo potężniał ruch narodowo wyzwoleńczy. Angielski i francuski system kolonialny zaczął trzeszczeć a mniejsze metropolie kolonialne, widząc co się dzieje, zaczęły zabiegać o pomoc w metropoliach silniejszych w myśl wspólnego interesu.

 

Pozorny epizod dziejowy jakim było zastrzelenie równo sto lat temu austriackiego arcyksięcia, rozpętał wielką burzę dziejową. Która już jako przyspieszony dialektycznie proces polityczny, trwa do dzisiaj. Pierwszą kulminacją była oczywiście niezbyt słusznie zapominana I Wojna Światowa. Druga w dwadzieścia lat później oczywiście druga wojna…Trzeciej w podobnym obrazie uniknięto tylko dlatego, że pojawiły się nowe systemy broni, które w ewentualnym użyciu prowadziły może nie do zagłady świata, ale cywilizacji na pewno. Zakończył się już praktycznie proces narodowowyzwoleńczy i zaczyna się epoka związana ze społeczeństwem Trzeciej Fali jak ją określa A. Toffler. A równocześnie od wielu już lat trwa coraz bardziej przyśpieszający proces globalizacji. To z kolei wytwarza naturalne zapotrzebowanie na wielkie podmioty międzynarodowe, które w tej kolejnej przejściowej epoce, mogą i muszą odgrywać coraz większą rolę. Kosztem państw narodowych, oczywiście. Pozytywnym jest więc, że Europa się ekonomicznie i społecznie jednoczy. Za tym musi przyjść zjednoczenie polityczne. To, że premier Cameron i np mikry prezes Kaczyński tego nie rozumieją to trudno. Oby tylko to niezrozumienie nie przełożyło się w przyszłości na los reprezentowanych przez nich podmiotów. politycznych i społecznych. Ze społeczeństwami na czele.

 

Dziś niektórzy publicyści stawiają dawną liberalną, jak na swoją epokę monarchię Habsburgów jako pewien model do naśladowania w procesie jednoczenia się Europy. Coś w tym jest pozytywnego, mimo że nie wszystko a praktycznie nic nie wygląda tak samo. Również portrety starego dobrotliwego Franciszka Józefa mogą stanowić pewien symbol uniwersalizmu. Czy to znaczy, że geopolityczna historia lubi się powtarzać? W szczegółach raczej nigdy. Słynny heglowski Weltgeist, objąć musi całą Europę i nie tylko Europę. Bo przeciętny obywatel świata musi się po prostu przekonać, że globalizacja jest i dla niego wielką szansą a nie tylko wielkim wezwaniem.

 

W tej wojnie działania ominęły Śląsk. Co absolutnie nie znaczy, że ten ważny region pozostawał poza zasięgiem I wojny. To z Górnego Śląska, niemiecki korpus gen Privitz u Gavrona, rozpoczynał marsz na Królestwo Polskie. Tu też nie było wielkich walk. Zaledwie potyczki bo obszar Królestwa został przez Rosjan ewakuowany. Mimo, że wcześniej fortyfikowano rejon Dęblina Lublina a również obszar Warszawy- Modlina.

 

W Sosnowcu już w pierwszym dniu wojny pojawił się ok. 80 osobowy szwadron pruskich huzarów. Przenocowali oni na biwaku w dzisiejszym Parku Sieleckim, po czym w godzinach porannych drugiego dnia wojny pojechali dalej. Rosjanie zdążyli wysadzić most kolejowy na pobliskiej Brynicy. Ale kompania saperów kolejowych z Gliwic w ciągu ok. pięciu dni przywróciła komunikację kolejową na ważnej lini Warszawsko-Wiedeńskiej.

 

Charakterystycznym jest, że obejmując obszar Królestwa oba państwa centralne na swój sposób dzieliły się zdobyczą. Sosnowiec np. dostał się pod wojenny zarząd niemiecki a sąsiednia Dąbrowa Górnicza pod zarząd austro-węgierski.

 

Dramat śląski nastąpił już po zakończeniu działań I wojny światowej. Region został w Wesalu podzielony granicami administracyjnymi na zasadzie każdemu zainteresowanemu po trochu. Zarówno na Górnym jak i na Cieszyńskim Śląsku nastąpiły nowe znaczne zadry i problemy. Niemal zaraz po wojnie, nastąpiła czesko-polsko wojna o przynależność państwową obszaru między górną Wisłą a Ostravicą. Ten stary już dzisiaj konflikt dalej podskórnie się tli, bo żadna ze stron nie była i nie jest zadowolona z rozstrzygnięć. A pamiętać trzeba, że granica językowa przebiegała wzdłuż Ostravicy a nie Olzy. Nawet tak skompromitowany polski polityk jakim był Bolesław Bierut odmawiał podpisania traktatu granicznego z CSRS. Ostatecznie Rosjanie zmusili do tego w 1958 roku Władysława Gomółkę. Obok Zaolzia pozostają jeszcze sprawy Ziemi Czadeckiej oraz Górna Orava i Północny Spisz. To obecnie tereny będące pod administracją Słowacji, która prowadzi politykę bardzo nacjonalistyczna jak na XXI wiek.

 

Górny Śląsk natomiast jest i był obszarem trzech narodów; Niemców Polaków i Żydów. Niestety trzy kolejne powstania a przed wybuchem trzeciego plebiscyt, zburzyły w bardzo znacznym stopniu, możliwości realistycznej współpracy. Praktycznie przez całe dwudziestolecie międzywojenne, obie politycznie zaangażowane strony ostrzyły na siebie zęby. A finałem był przebieg walk w 1939 roku, okupacja i później wyzwolenie, gdzie do rachunku wzajemnych krzywd dołożyli się na swój sposób Rosjanie.

 

Dziś Śląsk jest również targany trochę sztucznie wywołanymi sprzecznościami. Są niestety na Dolnym Śląsku podmioty, które usiłują tłumaczyć w sposób i naiwny i cyniczny, że Niemcy tylko burzyli i eksploatowali. Można i tak. Ale prawda obiektywnie najczęściej wychodzi na jaw. Śląsk którego dzieje są bardzo skomplikowane, powinien i może być obszarem współpracy wszystkich zainteresowanych grup etnicznych

Wielka Historia Powszechna/dalej; WHP/.T.8.Wielka Wojna. Wyd. Trzaska Ewent. Michalski Warszawa.1936.s.157 i nast.

Szerzej. S. Grodziski. Franciszek Józef I.Ossolineum.Warszawa-Krakow-Wroclaw-Gdansk-Łódz.1983.s.164 i nast.

WHP.s.212 -218

E. Tarle .Dzieje Europy.1871-1919.Wyd.II.Kiw.Warszawa/1960.s.488.

WHP.s.282 -298

L. Bazylow .Ostatnie lata Rosji carskiej .Rządy Stołypina.PWN.Warszawa.1972.s.215 i nast.

Z .Kosiarz. Bitwy morskie. Wyd. .MON. Warszawa.1977.s.123 -131

Szerzej.WHP.s.346 -354

Szerzej. L. Bazylow. Obalenie caratu.PWN.Warszawa.1976.S.76. i nast.

W.I. Lenin Państwo i rewolucja./w/Lenin .Dziela.T.25.Ki W.Warszawa.1977.s.139.

S. Grodzicki…op.cit.s.177 .

E. Januła .Polska- Czechy- Słowacja .Problemy sąsiedztwa i granic./w/http .www. .Silesia-Sachlesien .com. Wejście .22.06.2014

Historia Śląska.T.5.cz.II. Pr zbiorowa .PAN- PWN.Wrocław-Warszawa-Krakow.1969.s.347 i nast.

Szerzej .E. Januła. H. Krysuk .Meandry Ukrainy w drodze do niepodległości./niepodległości niepodległości/w/Bezpecnostne Forum. Pr .zbiorowa pod red J. Lasicovej ,Dawida Kollara i Jaroslava Usiaka.Vyd.Belianum.2014.s.57-61

Szerzej G. Hegel. Wykłady z filozofii dziejów.T.I.PWN.Warszawa.1966.s.23-28

E. Januła .Sosnowiec militarny/w/Sosnowiec .Monografia miasta .Pr .zbiorowa pod red A. Barciaka. Wyd. Ślask .Katowice 2014.s.356-9

Szerzej .E, Januła .Polska-Czechy …Op .cit. 

     

Komentarze  

0 #1 Henryk Kunik 2019-11-21 13:54
Artykuł jest wyważony i w sposób obiektywny oddaje przebieg zdarzeń dotyczących początku oraz przebiegu I wojny światowej.
Wnioski co do roli zjednoczonej Europy jak najbardziej słuszne!
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
© Silesia - Śląsk - Schlesien 2009-2021