Wydanie/Außgabe 111/03.06.2021

   

Cała Polska oburzona jest sytuacją na Krymie! Oskarża się Rosjan, jak zwykle wroga nr.1 lub 2 w zależności, czy się weźmie pod uwagę również Niemcy. Padają propozycje jak uzdrowić sytuację na Krymie. Przedstawia się Putina w  najgorszym świetle a prasa Polska prześciga się w jak najohydniejszych tytułach, jak np. w "Angorze" –„ Rosja pokazała gębę bandziora.” Gazeta ukazała się 10 marca.

 Kiedy to czytam, dochodzę do wniosku, że wszyscy mają prawo krytykować Rosjan, ale nie Polacy. Polacy powinni siedzieć cicho i tylko przyglądać się dalszym rozgrywkom krymskim.

Nie wypada piętnować innych komuś, kto przed 96 laty zrobił to samo. W Polsce często nie pamięta się lub nie chce pamiętać o własnych grzechach, nie dopuszcza do świadomości faktu, że nasi sąsiedzi też mają do nas żal i pretensje o różne zachowania i przewinienia z przeszłości, my także postępowaliśmy jak Putin dorabiając do swoich postępków taką jak on teorię – idziemy bronić swoich, idziemy w dobrej wierze ratować jakieś idee... W polskiej rzeczywistości najwygodniej jednak tego nie widzieć, nie pamiętać, nie wracać do tego.

 Gwoli przypomnienia wyjaśnię o co mi chodzi. Po zakończeniu I wojny miało powstać państwo polskie, które nagle próbowało tanim kosztem powiększyć posiadane terytorium do wielkości sprzed rozbiorów, a najlepiej jeszcze większej. Wystąpiono w Wersallu o ziemie, które do Polski od setek lat nie należały (Prusy, Pomorze, Śląsk) i to nie z powodu jakichś wojen Polsce odebrane. Zapomnieliśmy - lub chcemy zapomnieć a może nie wiemy, bo polska historia często nie jest prawdziwa a sfabrykowana - że polski król Kazimierz Wielki w 1339 roku podpisał w Trenczynie dokument, w którym zrzeka się Śląska "po wsze czasy". Tłumacząc to zdanie na teraźniejszy język - "na zawsze".

 Nie pamięta się tez o wyprawie Piłsudskiego na Ukrainę. A jeżeli już się wspomina to tylko w kontekście chwały oręża polskiego, waleczności, podziwu dla geniuszu Piłsudskiego, ale nigdy jako wyciągnięcia ręki po cudze, naruszenia granic sąsiada, zagarnięcia części jego terytorium. Czy te dwie sprawy nie wystarczą by zachować w Polsce większą powściągliwość w wygłaszaniu opinii na temat kwestii krymskiej. A może ma się ochotę przy okazji również część Ukrainy odkroić, bo przecież to było nasze? A teraz zaproponowała nam Ruska Duma Lwów i cześć Ukrainy. Ciekawe co się będzie działo dalej.

Były polski minister spraw zagranicznych a teraz poseł EU w Brukseli Paweł Kowal zażądał utworzenia batalionów polsko-litewsko-ukraińskich. Narodowcy obiecali na Jasnej Górze - za poetą Janem Lechoniem - Królowej Polski: „Będą słyszeć Lwów i Wilno krok naszych żołnierzy”. A premier Tusk byl uprzejmy sugerować, ze nasze dzieci 1 września zamiast tornistrów moze chwycą do ręki karabiny.

 W Wersalu ustalono, że w 1921 r. odbędzie się plebiscyt na terytorium Śląska, w którym mieszkańcy tego regionu mogą sami zadecydować o przynależności państwowej. Wyniki głosowania pokazały, że 60 procent było za przynależnością do Niemiec. Zdawałoby się, że sprawa została "po wsze czasy" załatwiona. Tak myśli normalny człowiek, ale strona polska widziała to inaczej: "Co nam tam jakieś przegrane plebiscyty. My chcemy i potrzebujemy Śląska, tam są kopalnie, huty i cały przemysł, którego nie mamy, więc się one nam przydadzą." To nic, że Śląsk już ponad 700 lat do Polski nie należał, i że był zdobyty przez Polskę w drodze] wojny z Czechami (Böhmen).

 Wysłano wówczas na Śląsk polskie wojsko kamuflując je zerwanymi pagonami, tak jak teraz to robią Rosjanie. Kto się nauczył od kogo? Chyba Rosjanie od Polaków, bo Polacy zrobili to prawie 100 lat wcześniej. Doszło do walk bratobójczych, wojny domowej, bo nagle sąsiad sąsiadowi się nie podobał, albo brat zabił swego szwagra bo chciał dostać obiecaną przez Korfantego krowę, której Korfanty nigdy nikomu nie dał.

 Przypomina to Bałkany, Jugosławię, gdzie również do pewnego momentu ludzie różnych nacji żyli w pokoju, mieli dobrosąsiedzkie relacje, żenili się między sobą, aż do momentu, gdy zasiano ziarnko nienawiści, które rosnąc przyniosło w konsekwencji plon w postaci przelanej krwi, mordów na tle narodowościowym i religijnym.

 Z traktatu wersalskiego Polska była bardzo niezadowolona, bo jak powiedział 29.04.1924, w poznańskim ratuszu polski prezydent Wojciechowski: "aby Polska mogła egzystować musi otrzymać wszystkie polskie ziemie, aby znowu była mocarstwem."

 Piłsudski zdecydował zdobyć Wilno i wyjaśnił gen Żeligowskiemu, by w jego oddziałach upozorować "bunt" i wkroczyć do Wilna. Ale dwa dni wcześniej, 7 października Piłsudski podpisał w Suwałkach porozumienie, na mocy którego Wilno miało przypaść Litwie. Generał Żeligowski 9 października 1920 wkroczył z wojskiem na Litwę i siłą zabrał Wilno i okolice (około połowy Litwy). Piłsudski twierdził na arenie międzynarodowej, że takiego rozkazu nie dał. Kiedy jednak Europa nalegała i udowodniono mu, że to kłamstwo, 23 sierpnia w 1923 r. przyznał w czasie swojego wykładu w Wilnie, iż wydał taki rozkaz uznając, że najlepiej postawić świat przed faktem dokonanym.

 10-13 sierpnia 1928 r. w Landwarowie koło Wilna spotkali się żołnierze Związku Legionistów jak również Związku Polaków broniących Ojczyzny, gdzie w prezydium zasiedli generał Rydz-Śmigły, generał Sosnkowski (były minister wojny), pułkownik Sławek. Honorowymi członkami zatwierdzeni zostali: marszałek Piłsudski, premier Kazimierz Bartel i poseł jak również wicemarszałek sejmu 1922-1927 Ignacy Daszyński.

 Jako pierwszy zabrał głos Sławek, który wyjaśnił, że każdy Polak powinien w sobie nosić zadanie zdobycia wszystkich ziem należących kiedyś do Polski.

 Zebranie zakończyło się żądaniem zbrojnego zdobycia Litwy przez Polskę. Polska nie tylko powinna, ale musi to zrobić! Sławek wyjaśnił "Sztab wojskowy ma już wypracowany plan operacyjny. My musimy wyprzedzić dyplomację, to znaczy doprowadzić do faktów dokonanych. Postawimy Europę przed "fait accompli." Na to odpowiedział gen. Żeligowski, zdobywca Wilna, iż zawojowanie tego miasta było jednym z etapów do ustalenia granic z 1772 r., i dopiero wtedy złożymy broń gdy dopniemy swego.

 Ksiądz Mieczko (alias Czerski) wydał w 1927 r. broszurę o tytule "Modlitwy dla polskiego społeczeństwa", w której między innymi znajduje się modlitwa: "Panie, daj naszym rękom siłę, doskonałość armatom, wytrzymałość czołgom, niewidoczność samolotom. W imieniu Twojej miłości wg. której nas kochasz, niech nasz przeciwnik zwiędnie jak trawa. Niech ich kobiety i ich kraj pozostanie bezpłodny, niech ich dzieci muszą chodzić i żebrać a córki niech będą zhańbione..."

 Decyzja Putina o wkroczeniu na Krym i przyłączeniu go do Rosji podzieliła tamtejszą społeczność. Rosjanie cieszą się, że są u siebie, Krym wraca do ojczyzny a oni wraz z nim. Ukraińcy natomiast mówią o bezprawnym oderwaniu Krymu – kawałka terytorium należącego do Ukrainy, traktując wojska rosyjskie jako najeźdźców i okupantów. Referendum jedni przyjęli z radością inni zbojkotowali a jeszcze inni uznali za sfałszowane. Świat stoi z boku i patrzy co będzie dalej...

 Czy nie przypomina to do złudzenia wydarzeń z naszej przedwojennej przeszłości? Ciekawe, czy Putin choć trochę zna polską historię, czy „powstania śląskie”, plebiscyty i inne fakty z naszych dziejów nie były inspiracją dla jego teraźniejszych działań bo jeżeli tak, to już zaczynam się bać co będzie dalej...

 W sercach Ukraińców pozostanie jednak poczucie niepewności jutra, zagrożenia, krzywdy, niesprawiedliwości...Tego problemu nie rozwiąże żadna pomoc z zagranicy. Muszą się z nim uporaać sami Ukraińcy, ale to potrafi zrozumieć tylko Ślązak bo on doświadczył podobnej krzywdy.

Komentarze  

0 #4 Dana 2014-10-14 21:23
Odezwal sie intelektualista z Szczebrzeszyna. Od razu widac, ze jestes Polakiem, bo tylko Polacy nie potrafia przyjac prawdy, musza sie ciagle klocic, bo sporo rzeczy nie rozumjeja.. Uwazaja siebie za wyrocznie a tak naprawde nie wiedza nic. Ile to klas szkoly postawowej skonczyles, kiedy nawet nie wiesz nic na temat powstan slaskich i polskiej ochoty po pierwszej wojnie zdobyc pol Europy. My Slazacy wiemy jak bylo, jak sie Polacy zachowywali, Jeszcze lata pozniej tu na Slasku na slowo polska znaczonon sie krzyzem Wam wmowiono rozne rzeczy i teraz myslicie, ze cos wiecie. Gdybys znal jakis jezyk, to moglbys poczytac co inni pisza i nie tylko te polskie bzdury, w ktorych sa same klamstwa. Twoj email swiadczy o WIELKIEJ INTELEGENCJI, lepiej bys takich gluppstw nie pisal, bo bedziemY sie MY czuli niedowartosciowani, ze nam chcesz przekazac jakies mysli tak Wielkiego Czlowieka. Wspulczuje, trudno byc tak wspanialy by pisac takie glupstwa.W duzo slaskich rodzinach wiedza z autopsji, ze Polscy zachowali sie jak teraz ruscy, mozna to nawet poczyc w polskich gazetach, choc w SzczebrzeszYnie chyba sie nie czyta. I nazwij sie po polsku, zwyklym imieniem, a nie jakims jerry, chyba ze chodzi ci o tego kota i mysz Jerry i Tom. Dobrze by bylo, zebys tu, gdzie mozemy sie dowiedziec prawdy, nie pisal glupstw, lepiej zebys sie odniosl do tematu
Cytować
0 #3 Michal 2014-10-14 16:54
Stosunki polsko ukraińskie są kabaretowe być może dlatego, że województwo podkarpackie jest odpowiednikiem międzywojennej rejencji opolskiej. Po obu stronach dokonano czystek etnicznych, jakich nie było - przynajmniej do tego stopnia - na terenie Słowacji, Rumunii czy Węgier. Przypomina mi się czeski film p. t. "Dzięki za każde nowe rano", w którym główną rolę Rusina przesiedlonego do Pragi gra Franciszek Pieczka. Scenami towarzyszącymi są odwiedziny rodzin, które były do zaobserwowania także na moim osiedlu, gdzie oprócz nas - zakamuflowanej opcji niemieckiej - mieszkała również ukraińska, litewska i białoruska. Po pomarańczowej rewolucji, którą poprzedziła śmierć Jacka Kuronia, mistrza integracji, później śmierci Papieża, zaczęło się dziać źle. Wielu chrześcijańsko - narodowych komunistów pochodzenia kresowego zaczęło szaleć w PiSie, co doprowadziło do jeszcze większego pogorszenia stosunków PL-UA, co dało się również we znaki śląskim formacjom regionalnym abstrahując od faktu, że były dyrektor radia Katowice (swego rodzaju Russljanddeutschjer) przyniósł CD z hymnem do rozgłośni, co pozostało po nim jako wyraz patriotycznego ekshibicjonizmu porównywalnego z lojalnością Szwejka, który chciał się zgłosić na ochotnika na wózku inwalidzkim do C. K. Wehrmachtu. Jestem za polepszeniem tych stosunków, "du Ljwuowa" mozna jechać, tam jest ciekawie, zaś po rozluźnieniu granic mam nadzieję, że fanatyczne Mućki przestaną u nas wyć. Właściwie mogą być one wdzięczne mniejszości niemieckiej, która trochę zeuropeizowała świat regionalny i puszczała "Czerwone Bałałajki", które występowały w DDR w latach siedemdziesiątych "za odpuwiedniu ceny". Można wyciągnąć wnioski, że Ślonzoki zeuropeizowali element napływowy. Bardzo śmieszne było dla mnie zdjęcie, w którym wkraczający Wehrmacht w 1941 jest! witany przez Ljwuwiaków, co również opisał Jacek Kuroń w "Wierze i Winie".
Cytować
+1 #2 Jerry1ski 2014-10-12 23:06
Pan Pollok tak naprawdę nie ma żadnego poczucia humoru, choć jego wypowiedzi są często nad wyraz humorystyczne, z powodu ostentacyjnie nadętego poczucia własnej ważności i intelektualnej wyższości w promowaniu banalnych „odkryć historycznych” i głoszeniu chybionych konkluzji. Te powszechnie na całym świecie znane i nielubiane cechy Niemieckiego charakteru, których inteligentni Niemcy w przeważającej większości starają się pozbywać i ich nie afiszować , są głównym formą jego stylu wypowiedzi. Pan Pollok jest idealnym przykładem Niemieckiego pseudo-intelektualisty z okresu przed pierwszą wojną światową i powinno się znaleźć dla typa takiego jak on miejsce w jakimś muzeum.

Jeśli chodzi o rozważania na temat granic po pierwszej wojnie światowej, to szczególnie w Europie Środkowej i Wschodniej idea samostanowienia narodów zrywała z ustalonym porządkiem imperialistycznych mocarstw i średniowiecznych układów. Odradzająca się Polska widziała w tym szanse dla polskojęzycznych terenów na zachodzie jak również odnowienia Rzeczypospolitej Obojga Narodów czyli przynajmniej w teorii odnowienia unii z narodami zamieszkującymi dawne Wielkie Księstwo Litewskie, które tak jak Polska zniknęło z mapy Europy po konsolidacji mocarstw imperiów.

Pan Pollok jak zwykle wie że gdzieś dzwonią ale nie ma pojęcia w jakim kościele.
Cytować
0 #1 stasiastes 2014-09-26 22:47
Pan Pollok widzę znowu w dobrej formie. Żeby porównywać Polskę, po 123 latach całkowitego braku własnego państwowości, po kilku latach toczących się na niej bitew (front wschodni podczas 1 Wojny Światowej znajdował się w zasadzie w całości na terenach środkowej Polski) , do Rosji, państwa liczącego ponad 17 milionów kilometrów kwadratowych i apetytach na jeszcze więcej, trzeba mieć albo wielkie poczucie humoru, albo tupet jeszcze większy niż niedostatki intelektualne.
OD REDAKCJI: nas nie interesuje wielkosc w km, interesuje tylko historia, a pan Pollok napisal o tym, ze po I wojnie to samo dzialo sie na Slasku. Prosze pomyslec, czy tu jakies kilometry maja cos do powiedzenia
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

   
© Silesia - Śląsk - Schlesien 2009-2021